Bali – tropikalna wyspa marzeń

wyspa marzeń

To mistyczna wyspa Bali, którą do tej pory oglądałam tylko w filmach i na teledyskach. Bali ze snów. Wyspa marzeń, która zapierała dech w piersi, kiedy pojawiała się na okładce National Geographic’a, sprawiając, że myślami setki razy przenosiłam się pod równik, wyobrażając sobie zapach tropikalnych lasów i smak dziko soczystych owoców. To Bali, przez które od razu na widok promocji na stronie biletów lotniczych, masz ciarki na całym ciele i chcesz wyciągnąć portfel, zadłużając swoją kartę kredytową do granic możliwości, w pogoni za rezerwacją.

 

Jak jest tam naprawdę? Czy wiele narzekających osób na przereklamowany charakter wyspy ma rację? Jak Bali potraktowało mnie?

Wodospad Banyumala
Mój zdecydowany faworyt – Wodospad Banyumala

 

Skuterowe szaleństwo

Najbardziej z całego Bali zapamiętałam wycieczki skuterem. Często nocą, poprzez las tropikalny, w samym środku ściany lejącego deszczu, lub gęstej mgle, która sprawiała, że widoczność kończyła się na dwóch metrach. Widok mgły osadzającej się na palmach i grubych, sztywnych, śliskich, połyskujących od deszczu liściach, oraz zapach tego wilgotnego, gorącego powietrza to coś zapamiętam na zawsze i jak się okazuje, coś, za czym będę już zawsze mocno tęsknić.

Nie mogę sobie wyobrazić lepszego sposobu na poruszanie się po wyspie niż właśnie skuterki. Możemy je wypożyczyć praktycznie na każdym rogu, ponieważ są podstawowym środkiem transportu zarówno dla lokalsów, jak i przyjezdnych. Aby wypożyczyć skuter w Indonezji, nie musimy mieć prawa jazdy. Tak naprawdę prawdopodobnie nikt Cię o ten dokument nie poprosi. Z pewnością najbezpieczniej w razie kontroli policji jest mieć prawo jazdy międzynarodowe, jak to zrobił Paweł, ale nie jest to obowiązek. Jednakże, jeżeli go nie posiadamy, a złapie nas kontrola, pozostanie nam łapówka.
Ja wiedziałam, że będę plecakiem Pawła a ten, jako że jest kierowcą z wieloletnim doświadczeniem oraz na co dzień jeździ motorem, byłam pewna, że ogarnie naszą dwójkę.

W Indonezji praktycznie nie ma znaków drogowych, a na ulicach obowiązuje ruch lewostronny. Do tego kierowcy między sobą komunikują się krzykiem i kodem złożonym z klaksonów. Na początku wprawiało to nas w przerażenie, ale po kilku godzinach dało się przyzwyczaić i nawet nowicjuszka skuterowa – Ala, śmigała po ulicach bez najmniejszego problemu. Koszt wynajmu takiego skuterka to 10-14zł za dobę.

 

Ja i Ala

Tydzień na spełnienie marzenia

Myślę, że przez 8 dni, jakie tam spędziliśmy, mieliśmy okazję poznać Bali dość dobrze i obiektywnie. Przejechaliśmy je z północy na południe i ze wschodu na zachód. Mieszkaliśmy zarówno w dużych miastach, jak i spędzaliśmy czas w małych wioskach. Chociaż pewnie, gdybym dała sobie i miesiąc tylko na tę wyspę to i tak czułabym niedosyt.

 

Eat, Pray, Love … and chillout w Ubud

Jako bazę wypadową wybraliśmy Ubud. Miasto słynące ze swojego szlachetnego charakteru i głębokiego uduchowienia. Wszędzie tu spotykasz szkoły jogi oraz centra medytacyjne, ulice pachną kadzidłami a poza szukaniem wewnętrznej równowagi, możesz też świetnie zjeść i masz stosunkowo blisko skuterkami w każde inne miejsce na wyspie. Tam też po całodziennych wycieczkach skuterem, wpadaliśmy do salonów masażu i SPA na chwilę relaksu. Chyba nigdy nie spotkałam się z tak niskimi cenami usług tego typu. Faktycznie, jeśli chcemy się zrelaksować i znaleźć ZEN, myślę, że ta lokalizacja jest do tego jedną z najlepszych na świecie. Nie da się ukryć, że Ubud jest także bardzo „modnym” miejscem i jadąc tam, lepiej jest się przygotować na sporą ilość turystów. Mimo tego miasto ma jednak zupełnie inny charakter niż turystyczno-hałaśliwa Kuta, o której napiszę chwilkę później.

sałatka dla bogów
Urzekały mnie porozkładane na każdym kroku, małe podarki dla bogów.

Spacerując sobie po mieście, koniecznie trzeba odwiedzić Monkey Forest, które jest w 100% zdominowane przez właśnie te zwierzęta. Wszędzie wokół nas są małpie rzeźby i monumenty, małpki chodzą sobie dumnie, pokazując, że jest to naprawdę ich królestwo, a kobiety w pięknych strojach balijskich składają im małe „ofiary” w formie uroczej… jakby to nazwać, sałatki kwiatowo-owocowej. Mnie one jednak trochę wkurzały, chyba wolę mniej inwazyjne i wtrącające się zwierzęta. Chociaż nie ukrywam, miejsce miało to swój urok. Poza tym wielkość samego Monkey Forest jest także bardzo imponująca. Tak naprawdę mamy dżunglę w centrum miasta, tyle że z wydeptaną ścieżką i turystami robiącymi sobie selfie z małpką na głowie.

Monkey Forest Ubud

Okolice Ubud

W centrum Bali, poza samym Ubud, warto też odwiedzić super malownicze tarasy ryżowe Tegallalang. Są one cukierkowo-bajkowe aż do bólu. Stojąc na nich trudno uwierzyć, że może być aż tak rajsko i pocztówkowo. Dla niektórych mogą się wydać nawet, zbyt idealne i za bardzo „ułożone”. Na szczęście na Bali jest ich mnóstwo i każdy może znaleźć takie, które będą mu odpowiadały.

Tarasy ryżowe Tegallalang
Mówiłam, że to wygląda jak bajka…
Tarasy ryżowe Tegallalang
Stałam tam jak wryta i nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę!

 

Górzysta północ Bali

Północ Bali jest zdecydowanie bardziej dzika i wulkaniczna. W tej części wyspy jest także cała masa urokliwych wodospadów i warto jest wybrać sobie te, na których zależy nam szczególnie, ponieważ jeśli byśmy chcieli zobaczyć wszystkie, trzeba by było zostać tam chyba pół roku. My odwiedziliśmy Wodospad Banyumala oraz  Munduk. Ten pierwszy znacznie bardziej przypadł mi do gustu, pewnie dlatego, że można było do niego wskoczyć i ochłodzić się w przyjemnej wodzie w otoczeniu pięknych, tropikalnych kwiatów. Będąc w tej okolicy, warto też odwiedzić świątynię Pura Luhur Batukaru. My do niej wpadliśmy w ostatniej chwili, zaraz przed zamknięciem i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Moment, kiedy weszliśmy po zmroku, kiedy świątynia była cała pokryta mgłą, był tak mistyczny i filmowy, że ciężko jest to ubrać w słowa.

Wodospad Banyumala
Ten mały orzeszek stojący na skale, przed tym wielkim wodospadem to ja :D!

 

Zatłoczone południe wyspy

Od razu także postanowiliśmy omijać szerokim łukiem Kutę, która jest mekką nocnych klubów i pijanych turystów. Zamiast zatłoczonych plaż, wolimy te bardziej dzikie i kameralne. Chociaż nie da się ukryć, że Kuta jest perfekcyjnie przystosowana dla turystów. Jeśli chcecie zrobić sobie tournee po drogich butikach, czy sprawdzić jak wygląda nocne życie na Bali, pewnie będziecie zachwyceni.

Aby zwiedzić południe, zakotwiczyliśmy na moment w Seminyak i stamtąd, skuterkami, zwiedzaliśmy hinduskie świątynie, by lepiej poznać charakter tej części Bali. Dwie najbardziej znane w tej okolicy to Tanah Lot i Uluwatu. Pierwszą możemy zobaczyć tylko z pewnej odległości, pijąc sobie zimny sok i jednocześnie siedząc w kawiarence, a to nie do końca do mnie przemawia. Uluwatu za to ma nam do zaoferowania coś jeszcze. O zachodzie słońca możemy tam zobaczyć, a może lepiej powiedzieć, doświadczyć tańca/obrzędu Kecak. Jest to bardzo wyjątkowy pokaz, kiedy setka mężczyzn powtarza słowo „KECAK” i ich głosy zlewając się ze sobą, brzmiąc jak głośny bęben z milionem cykad. Do tego do kręgu wchodzą postaci przebrane za poszczególne, hinduskie bóstwa w tradycyjnych balijskich strojach. Ciekawe doświadczenie a do tego widok Oceanu o zachodzie słońca także robi spore wrażenie.

plaża w Seminyak
Ta plaża była naprawdę idealna…
plaża w Seminyak
Chodzimy z Alą po chmurach.
Seminyak
Bo wypicie młodego kokosa na plaży to zawsze dobry pomysł!
Tanah Lot
Świątynia Tanah Lot

 

Uluwatu
Świątynia Uluwatu o zachodzie słońca i taniec Kecak

 

Wschód Bali i królujący nad nim Agung

Nad wschodnią częścią tej rajskiej wyspy króluje wulkan Agung, który całkiem niedawno wybuchł, pozbawiając wiele osób domów i dorobku życia. Indonezja leży w samym środku i praktycznie w całości na Pacyficznym Pierścieniu Ognia, czyli obszarze niesamowicie aktywnym pod względem sejsmicznym, narażonym na mnóstwo katastrof naturalnych. Już, kiedy my podróżowaliśmy przez Indonezję, Agung dawał o sobie znać. Wioski były przesiedlane, a wulkan wyrzucał popiół. Teoretycznie nie mogliśmy wejść na szlak, ale, jako że Paweł bardzo chciał zobaczyć, jak to wygląda z bliska, wybraliśmy się na skuterkową wycieczkę w miejsca, gdzie wjazd był możliwy. Doświadczyliśmy tam tej mrocznej strony Bali. Wszędzie tabliczki z napisami „DO NOT ENTER”, albo „NO PASSAGE”, jeśli się ktoś pojawiał to ludzie w maskach, wszędzie atmosfera mroku i pustki. Wtedy do nas naprawdę dotarło, z czym Ci ludzie muszą się mierzyć na codzień.

Poza tym wschód Bali to idealne spoty do snorklowania i nurkowania. My zakotwiczyliśmy w Padang Bai i stamtąd wyruszaliśmy łódką w okolicę wyspy Nusa Penida, by oglądać manty i kolorowe rafy. O tym jednak napisze oddzielny post, jak spędzać aktywnie czas w Indonezji :). Padang Bai jest także portem i perfekcyjną bazą wypadową w kierunku Lomboku.

Snorkeling Nusa Penida
Raj, raj, raj raj…

Epickie jedzenie na Bali

Tego aspektu nie mogę pominąć… Baaa, gdybym to zrobiła to moja relacja stałaby się mało wiarygodna, ponieważ zajadanie się pysznościami było czymś, co bardzo mnie absorbowało i zabierało mnóstwo czasu. Nie mogłam uwierzyć w to, że gdziekolwiek wchodziliśmy w Ubud, było zjawiskowo pysznie. Często sugerowaliśmy się tym, co mówił Trip Advisor ale mimo wszystko, niewiele znam tak pysznych miejsc na świecie.

Pomijając Nasi Goreng i Mie Goreng, który jest w całej Indonezji, tu wszędzie były różne odmiany Gado Gado, czyli ryżu z mnóstwem kolorowych i różnych dodatków dookoła. Cudownie świeże, ostro-słodko-kwaśne połączenia, do tego zdrowe i pożywne. Nie da się ukryć, że Indonezja jest domem tempehu więc i ten pojawiał się w większości propozycji. Paweł był przeszczęśliwy, bo jako wegetarianin, mógł się spokojnie najeść do syta. Klasycznie pojawiały się świetne sataye w różnej formie, ale to, co zupełnie skradło moje serce, mimo że pewnie robione pod turystów, to kokosowe vege lody! BOŻE! JAK TO SMAKOWAŁO!? Nawet Paweł, który kokosa nie lubi zajadał się nimi, a to o czymś świadczy. Lody robione z mleka kokosowego, słodzone cukrem kokosowym, posypane prażonym kokosem i cukrem koko oraz podane w łupinie orzecha kokosowego. Czy da się lepiej? Nie sądzę! Niestety, nigdzie poza Bali już ich nie spotkaliśmy, mimo że zawsze szukałam. Jeśli będziecie mieli okazję ich spróbować, weźcie od razu dużą porcję!

 

lody kokosowe
Magiczne, wegańskie lody kokosowe, z prażonymi chipsami kokosowymi, słodzone cukrem kokosowym, podane w kokosie
Gado Gado
Najbardziej klasyczne, balijskie danie, składające się z różnych pyszności i ryżu w samym środku
Kolacja
Codziennie uczta z innymi smakami.

smakołyki
Indonezyjskie jedzenie chyba nigdy mi się nie znudzi…

Indonezyjskie curry
Wszystko co kocham na jednym zdjęciu: świetne jedzenie, mapa i masa wspomnień.

Jakie było dla mnie Bali?

ZJAWISKOWE i naprawdę rajskie! Czemu więc ludzie tak narzekają? Myślę, że nie mieli szansy dostatecznie dobrze poznać tej wyspy albo nie dopisało im odpowiednie towarzystwo. Zamiast jeździć na zorganizowane wycieczki z agencji turystycznej, lepiej jest wziąć skuter i zgubić się na chwile pomiędzy górami. Dać sobie czas, nie spieszyć się i nie odhaczać na siłę punktów z listy, tylko wsłuchać się w rytm wyspy.

Na Bali każdy znajdzie coś dla siebie. Ja miałam tu plaże, poza kuchnią mojej mamy, najlepsze jedzenie, jakie jadłam w życiu, lasy tropikalne na wyciągnięcie ręki, tysiące kwiatów gdzie wzrokiem nie sięgnąć, świeżą wodę z kokosów prawie na każdym kroku oraz głośno huczące wodospady, w których się kąpałam. Alka znalazła tu góry i wulkany, które kocha, lody kokosowe, ze świeżych kokosów, które jadłyśmy po kilka razy dziennie, szalone przygody na skuterze i wycieczki w nieznane. Paweł miał nurkowania z 4-metrowymi mantami, brawurowe jeżdżenie skuterem, przejechanie okolic niedawno ewakuowanego obszaru wulkanu Agung oraz dania z ukochanym tempehem w każdym barze.

Na Bali w ogromnej różnorodności znajdziesz wszystko. Możesz spać pod palmą lub zwiedzać hinduskie świątynie. Możesz medytować i praktykować jogę lub też tańczyć w klubie na plaży. Możesz jeździć przez zamglony las tropikalny lub nurkować z mantami. Możesz chodzić utartymi turystycznymi szlakami lub gubić się i nie widzieć żywej duszy na swojej drodze. Możesz odwiedzać malownicze tarasy ryżowe i godzinami się w nie wpatrywać lub spędzać czas w głośnych i gwarnych restauracjach. Ale jeśli będziesz miał/miała kiedyś możliwość, KONIECZNIE odwiedź Bali!!! Tylko daj sobie czas, aby docenić magię tego miejsca.

Bali

w wyprawie brali udział:

 

Pozdrawiam!

Zostań ze mną