Buddha Bowl z łososiem teryaki

Buddha Bowl, Martyna Chomacka

Buddha Bowl to idealny sposób, aby wyczyścić lodówkę i zrobić z tego, co akurat w niej znajdziecie zdrową kompozycję.

Tak naprawdę mając w domu ryż, sos sojowy, sos rybny, świeży czosnek, świeży imbir i limonkę albo cytrynę, możemy zrobić wiele dań w azjatyckim charakterze, pięknie podkreślając smak produktu.

Buddha Bowl, stał się ostatnio modnym daniem i zaczęłam spotykać go w wielu restauracjach. W sumie nie ma co się dziwić. Tak naprawdę jest to nic innego, jak sałatka z różnych, świeżych lub delikatnie podsmażonych produktów, z ryżem i jakimś wyrazistym sosem.

Zdrowe, lekkie, pożywne, kolorowe danie, przy którym od samego patrzenia robi się nam lepiej.

W Indonezji wszędzie można było spotkać odpowiednik Buddha Bowl i tam nazywano to Gado Gado. Ostatnio sugerując się troszkę Indonezją, troszkę Azją generalnie a trochę resztkami w lodówce stworzyłam swoją interpretację takiej kompozycji.

Dziękuję Wam także za reakcje na moim Insta Stories!

Cieszę się, że macie wpływ na tego bloga i dajecie mi do zrozumienia, jakie treści Was najbardziej interesują. Tak więc, jak sobie zażyczyliście, lecimy z przepisem.

głosowanie Instagram
Wybaczcie mi błąd. Mój Buddha Bowl jest z łososiem, a nie tuńczykiem, ale jeśli macie świeżego tuńczyka, także ta sama marynata sprawdzi się idealnie :).

Buddha Bowl – przepis:

  • świeży łosoś ze skórą – około 200 gramów
  • papryka czerwona
  • świeży szpinak
  • mango
  • awokado
  • imbir marynowany (ja użyłam gotowego ze sklepu)
  • imbir świeży
  • sos sojowy
  • olej sezamowy
  • sos rybny
  • tłuszcz kokosowy
  • sos ostrygowy
  • chilli świeże lub dobrej jakości w proszku
  • masło orzechowe
  • mleko kokosowe
  • czosnek
  • miód
  • cukinia

Buddha Bowl, przepis

Marynowanie łososia:

Zaczynamy od marynaty do łososia. Mieszamy ze sobą 4-5 łyżek sosu sojowego, 2 łyżki sosu rybnego, łyżkę sosu ostrygowego, łyżkę miodu, 1-2 łyżki soku z cytryny, odrobinę chilli. Marynata musi być słona, lekko kwaśna, słodkawa i wyczuwalnie ostra. Dodajemy pół kciuka świeżego startego imbiru i mieszamy. Nie podaje perfekcyjnych proporcji, ponieważ cytryna cytrynie nie jest równa. Sosy sojowe także się różnią od siebie. Musicie próbować i doprawiać wg swoich upodobań.

Rybę wkładamy mięsem do strony marynaty. Zakrywamy folią. Odstawiamy na 20- 30 minut do lodówki.

Przygotowanie ryżu:

Niby banał, a jednak nie do końca. Ja lubię szczególnie ryż jaśminowy lub basmati. Najpierw ryż moczę przez kilkanaście minut do godziny. Później płuczę go pod bieżącą wodą. Dzięki temu później równomiernie chłonie wodę i jest smaczniejszy. Taki bogatszy w smaku. Wodę w garnku doprowadzam do wrzenia, solę. Wrzucam ryż do wody i gotuję do momentu aż będzie miękki, ale nie rozpadający się. Lekko al dente.

Kolorowe różności:

Teraz czas na dodatki. Czyli: czym chata bogata!

Awokado kroję na cienkie plasterki, odstawiam na bok. Mango musi być świeże i dojrzałe, ale nie przejrzałe. Soczyste. Obieram i odkrawam dwie większe części wzdłuż płaskiej strony pestki. Kroję w plastry i odstawiam na bok.

Cukinię kroję w cieniutkie paseczki i smażę na patelni z odrobiną oleju kokosowego. Dodaję łyżeczkę sosu sojowego, ząbek czosnku i smażę około minuty by smaki się przegryzły, ale by cukinia zachowała swoją strukturę. Na koniec kropię oliwą sezamową i sokiem z cytryny.

Paprykę także kroję w cienkie paseczki i podsmażam na tłuszczu kokosowym z odrobiną chilli. Kiedy patelnia jest gorąca, dolewam odrobinkę sosu rybnego i dosłownie 1/5 łyżeczki miodu. Kiedy papryka zaczyna mięknąć, ale ciągle jest jędrna i sprężysta odstawiam na bok.

Szybki sos:

W małym garnku roztapiam półtorej łyżki masła orzechowego, dodaję 3-4 łyżki mleka kokosowego i rozprowadzam. Wciskam sok z limonki. Od Was zależy czy chcecie, aby sos był bardzo kwaśny i cytrusowy, czy bardziej delikatny. Ja lubię bardzo, więc dodaję całą, a nie pół. Dodaję także pół łyżeczki miodu, płatki chilli i doprowadzam do wrzenia. Dodaję odrobinę sosu sojowego dla równowagi. Znowu, zależy jak lubicie najbardziej, ale sos ma być bardzo orzechowy i ziemisty, aksamitny, słodkawy, kwaśny i ostry.

Smażenie łososia:

Na koniec smażymy naszą rybę. Bardzo mocno rozgrzewamy patelnię znowu z odrobiną tłuszczu kokosowego. Kładziemy łososia SKÓRĄ DO DOŁU. Pozwalamy mu się mocno przysmażyć i przewracamy na drugą stronę. Ja w tej chwili ściągam z niego skórę, która bardzo łatwo odchodzi. Polewam go także resztą marynaty, w której leżał i zmniejszam ogień. Powoli redukuję sos. Na koniec na 30 sekund znowu przewracam go na drugą stronę, aby cały był pokryty w lepkim, słono – słodkim sosie. Kropię cytryną i odstawiam.

Podanie:

Na środek talerza wkładam kokilką z sosem orzechowym. Wokół miseczki układam wszystkie pyszności. Porcję ryżu, obok łososia i polewam go sosem z patelni. Obok łosia świeży składnik, np. awokado i liście szpinaku. Dalej paseczki papryki i świeże mango. Obok w wolne miejsce upycham cukinię, by jak najwięcej warzyw znalazło się na talerzu. Blisko łososia układam imbir marynowany i danie jest gotowe do podania.

Dla chętnych możemy jeszcze położyć w całej kompozycji ćwiartkę limonki i gotowe!

 

SMACZNEGO!

 

Jeśli jesteś ciekawy innych moich przepisów, zapraszam TUTAJ.

 

 

 

Zostań ze mną