Dzikie kolory, siarka i Wulkan Ijen

Martyna Chomacka - Ijen, photo: Paweł Gluza

Jak zacząć post o Ijen? Sama nie wiem…

Czy najpierw pisać o tym, jak pękało mi serce na widok biednych górników, którzy w niesamowicie trudnych warunkach walczą o to, by zarobić na przeżycie? Czy może od tego, że ciężko o bardziej malarskie i kolorystycznie kosmiczne miejsce na świecie? A może od tego, że mówiąc Ijen – myślę: leżenie na ziemi trzymając się za klatkę piersiową, modląc się o złapanie oddechu. Tak… Ijen to miejsce pełne sprzeczności.

Wiem jedno, jeśli ominiesz Wulkan Ijen będąc w tym kraju, popełnisz ogromny błąd.

My chcieliśmy wejść na Ijen i później zejść do turkusowego jeziorka jeszcze przed wschodem słońca, by zobaczyć naturalny spektakl, zwany Blue Fire. Jest to nic innego jak proces spalania się siarki, która w chwili zetknięcia się z tlenem, płonie na niebiesko. Wygląda to kosmicznie a cała sytuacja pejzażowa, wydaje się być z innej planety!

Beach Pliz, Wulkan Ijen, foto: Paweł Gluza aka Outway Adventures

Ale po kolei…

Aby rozpocząć treking, trzeba wstać w środku nocy albo w ogóle nie iść spać. My rozpoczęliśmy nasz dzień o 1:00 nad ranem. Kierowca z Peramy przyjechał nas odebrać i zawiózł pod drzwi samego Parku Narodowego.

Już na początku wynajęty przewodnik okazał się niesamowicie pomocny i był takim naszym dobrym duchem przez całą wycieczkę na Wulkan Ijen. Pierwsze co zrobił, to kazał schować swoje maski, mówiąc, że w tym przypadku potrzebujemy porządniejszych. Wyposażył nas, w co trzeba i ruszyliśmy na szlak.

Spacer nie należał może do wybitnie trudnych, ale najłatwiejszy też nie był. Na szczęście, zarówno Paweł, Ala, jak i ja, mamy całkiem niezłą kondycję. Bardzo szybko wyprzedziliśmy większość wycieczek i znacznie wcześniej niż przewidywano wylądowaliśmy na szczycie Ijenu, który jeszcze był ciągle pogrążony w głębokiej nocy. Sam wulkan liczy sobie 2799 m n.p.m. i w jednym z jego kraterów znajduje się największe na świecie kwaśne jezioro o wściekle turkusowym zabarwieniu. Wtedy jeszcze nie widzieliśmy Kawah Ijen, bo tak się ono nazywa, ale przewodnik pokazał nam w oddali wielkie kłęby dymu i powiedział, że jest sporo czasu, żeby napatrzeć się na Blue Fire.

Otwory, z których wydobywa się siarka, mają temperaturę 170-245 °C. Kiedy się kierowałam, ku największym błękitnym, ognistym punktom, nie myślałam o tym, jak się poczuję będąc obok. Otóż wystarczyło by dym, na chwilkę zawiał w moją stronę, a płuca w ułamkach sekund zalewane były oparami siarki, która paliła jak sól wysypana na świeżą ranę. Okrutny ból, pieczenie i wrażenie, jakbym się miała zaraz udusić.

Paweł zaczął robić zdjęcia. Był wytrwały i nie odpuszczał. Przyznaję, sam proces spalania jest piękny i jedyny w swoim rodzaju, ale po 15 minutach, przewodnik musiał mnie odprowadzić odrobinę dalej, widząc, że ledwo stoję na nogach i kolejnego ataku siarki w płucach nie zniosę.

Oto niektóre zdjęcia Pawła z tamtej chwili:

Wulkan Ijen, foto: Paweł Gluza aka Outway Adventures

Wulkan Ijen, foto: Paweł Gluza aka Outway Adventures
Będąc właśnie w jednym z takich kłębów siarkowego dymu, miało się wrażenie, że zaraz się umrze z braku możliwości złapania oddechu…

Wulkan Ijen, foto: Paweł Gluza aka Outway Adventures

Jak się okazało, byliśmy przy jeziorku tak wcześnie, że musieliśmy czekać na wschód słońca jeszcze ponad półtorej godziny…

 

Miałam wtedy mnóstwo czasu, aby przyjrzeć się jak powoli i od niechcenia słońce wstaje nad jeziorem, turyści zaczynają się schodzić coraz to większymi grupami, a górnicy bez chwili wytchnienia noszą na swoich plecach kosze wypełnione kawałkami siarki.

Dla Europejczyka, który żyje sobie w wolnym kraju i pracuje tam, gdzie zechce, widok człowieka, który w japonkach biega po ostrych skałach, nosząc 80 kg bagaż, bez maski na twarzy, to coś, co zostaje we wspomnieniach do końca życia. Ja wiem, że nie można kategoryzować i świata nie zbawię, ale świadomość, że oni pracują za 8 dolarów dziennie, co i tak jest dobrą stawką, sprawiała, że łzy mi same napływały do oczu. Do tego wydobywanie siarki jest niesamowicie niezdrowe dla ludzkiego ciała, ze względu na jej trujące opary.

Górnicy, których poznaliśmy, byli przesympatyczni i czasem sami prosili, by zrobić sobie razem z nimi zdjęcie. Jeśli ktoś był zainteresowany, mógł także kupić sobie mini siarkową rzeźbę, i wziąć jako pamiątkę do domu.

 

Wulkan Ijen, foto: Paweł Gluza
Powolny wschód słońca nad Jeziorem Kawah Ijen. Foto: Paweł Gluza – Outway Adventures
Wulkan Ijen, foto: Paweł Gluza
Jeziorko z każdą minutą, nabierało coraz bardziej turkusowego koloru.
Wulkan Ijen -Beach Pliz
Po mniej więcej godzinie czekania, zaczęliśmy widzieć ze zbocza obok, mnóstwo miejsc z których wycieka siarka i tłumy turystów, które zaczynają nadciągać.
Wulkan Ijen -Beach Pliz
Ja, Paweł i nasz kochany Przewodnik.
Wulkan Ijen, górnik przy pracy, foto: Paweł Gluza
Tak wyglądają górnicy, którzy pracują przy wydobyciu siarki. Ich ciała są praktycznie zupełnie niezabezpieczone. Sami często nie noszą nawet masek na twarzach.

Wulkan Ijen - Beach Pliz
Paweł pochłonięty walką o kadr.

 

Kilka godzin później stwierdziliśmy, że czas wracać…

Jak się okazało, to czego nie widzieliśmy, idąc po szlaku nocą, okazało się powalać nas na kolana za dnia.

WIDOK BYŁ KOSMICZNY! TO WYGLĄDAŁO JAK INNA PLANETA!

 

Wulkan Ijen, foto: Paweł Gluza
Krawędź krateru Ijen, foto: Paweł Gluza
Wulkan Ijen, foto: Paweł Gluza
Takich widoków podczas swojego spaceru, nie zapominasz nigdy…

Wulkan Ijen, foto: Paweł Gluza

Reasumując,

uważam, że jeśli pominęlibyśmy Wulkan Ijen, nie miałabym szansy poznać tak wielu twarzy tego kraju. To miejsce jest jedyne w swoim rodzaju, przepiękne w swoich kolorach, nie tak banalne do dotarcia, unikatowe i trudne.

Wiem, że ciągnie mnie, by namalować te kadry i przenieść ich magię na płótno.

Był ktoś z Was może kiedyś tam? Na Was też Ijen zrobił takie wrażenie?

Zostań ze mną