Gdzie znikam i czego jeszcze o mnie nie wiecie

Jestem nieregularna – nihil novi.

To pewnie już zdążyliście zauważyć, ale pomyślałam, że należy się w tym wszystkim kilka słów wyjaśnienia. Dlaczego nie ma mnie tu częściej? Czemu czasem publikuję bardzo intensywnie, a później pojawia się przerwa? Co u mnie słychać? Co robię w chwilach, kiedy mnie nie ma w social mediach? Czego jeszcze o mnie nie wiecie?

Kto lubi emocjonalne, subiektywne i osobiste wyznania, pewnie odnajdzie się w tym wpisie. Kogo wkurzają takie bzdety, polecam z miejsca ominąć go i np przejść do przepisów na desery (to zawsze poprawia humor i pozytywnie nastraja).

fot: Paweł Gluza

NO TO LECIMY…

Otóż ja nie umiem się otwierać i publikować rzeczy, kiedy jest mi w środku źle, kiedy czuję, że jest to nieszczere. Wiem, algorytmy, follow, życie w internecie to również moja praca. Dzięki temu, co robię, poznaję niesamowitych ludzi, magiczne i odległe miejsca oraz spełniam mnóstwo marzeń. Czasem jednak nie potrafię zebrać myśli i dzielić się nimi z innymi.

Wiele się mówi o tym, jak bardzo Instagram jest nieautentyczny i jak to życie przecież tak nie wygląda. A ja Wam powiem, że to, co wrzucam w mediach społecznościowe, wydarzyło się naprawdę. To nie jest fotomontaż, do każdego z tych miejsc trzeba było dotrzeć, poznać i je zrozumieć a zbiór zdjęć, którym z  Wami się dzielę, jest moją kolekcją wspomnień. Nawet jeżeli używam aplikacji do obróbki zdjęć lub kolorowych filtrów to faktycznie tak może wyglądać czyjaś droga do celu :).

Często jednak trafiają się wyboje, masa problemów, przeciwności, choroby, strach, czy inne, ludzkie perypetie, które demotywują i odciągają uwagę od tego, co istotne. Wtedy właśnie chowam się i w zaciszu swojej przestrzeni próbuję ogarnąć to, co chwilami może przerastać.

 

 

Aby jednak trochę więcej Wam o sobie więcej opowiedzieć i zamiast budować dystans to się zbliżyć, i pozwolić sobie na chwilę otwartości, pomyślałam, że napiszę Wam 20 faktów o sobie, których prawdopodobnie nie wiedzieliście. Taka trochę zabawa a troszkę terapia polegająca na budowaniu zaufania ;). 

ZACZYNAMY:

  1. Jestem ekstremalną ekstrawertyczką ze zdecydowanie zbyt wrażliwym usposobieniem.

Bardzo wiele rzeczy biorę do siebie i nadmiernie je analizuję. Przez to później szukam ucieczki w jedną z wielu moich pasji. Nigdy natomiast nie potrafiłam zrozumieć, jak innym ludziom może się nudzić. Zawsze interesował mnie milion różnych rzeczy i mając tyle dalekich od siebie hobby, nie wiedziałam czym się zająć full time. Równolegle darzyłam tą samą miłością:  malarstwo, sport i treningi, podróże, chodzenie po górach, gotowanie czy ostatnio rośliny.

2. Nigdy nie miałam Tindera i nie planuję go zakładać.

Nie umiem uciec od skojarzenia, że ta aplikacja to taki targ miejski, gdzie ludzie przerzucają swoje oferty jak kawałki schabu w sklepie mięsnym :|. Możecie mnie zlinczować za to, ale ja tego nie czuję. Brakuje mi w niej personalnego podejścia, magii chwili i więzi, która się pojawia, kiedy poznajemy drugiego człowieka na żywo. W moim przypadku, jeśli chodzi o podryw, największą skuteczność miały podróże i poznawanie kogoś na szlaku np. w górach. Tak poznałam mojego mężczyznę, z którym jestem już prawie 2,5 roku. Podczas pierwszego spotkania Paweł właściwie ratował mi życie, ponieważ zsunęłam się z grani w Tatrach i wbiłam szpikulec od raka w piszczel. Można? Można. Od razu był przyspieszony test męskości i bohaterskości, zaufania oraz początek przyjaźni, która przerodziła się w związek. Podryw na góry w moim przypadku działa znacznie skuteczniej niż aplikacje mobilne ;).

My razem na Giewoncie zimą.
Nasz team z chyba najbardziej niezapomnianego wyjazdu górskiego w moim życiu! Piękne wspomnienia i miejsce gdzie wszystko z Pawłem się zaczęło. Photo: Paulina Wierzgacz

3. Kiedyś miałam białe włosy.

Tak… To był czas studiów i eksperymentów wizualnych. Nie przejmowałam się ani ich zdrowiem, ani kondycją. Nie poszłam wtedy do fryzjera, no i po co?! Postanowiłam działać na własną rękę. Po tym, jak je wypaliłam do cna, zaczęłam się zastanawiać czy da się je jeszcze jakoś uratować. Dało się, ale powrót do naturalnych, szczęśliwych włosów zajął mi ponad rok. Niczego jednak nie żałuję, to była niezła zabawa.

 

Ja za czasów studiów w trakcie spontanicznego wyjazdu do Paryża.

4. Nie mam prawa jazdy, a na rowerze nauczyłam się jeździć w miarę porządnie, mając lat 30.

Tak, to nie żart. Dalej nie za bardzo rozróżniam stronę prawą i lewą. Planuje zrobić prawo jazdy wkrótce, ale jakoś jeszcze mi się nie złożyło. Będąc natomiast małą dziewczynką naukę jazdy na rowerze wspominam dość traumatycznie i zamiast jednośladu wybrałam rolki. Jazdy na rowerze w trakcie studiów, od totalnych podstaw, uczyła mnie przyjaciółka Ola, a następnie po 5 latach ponownie podjął się wyzwania Paweł ;). W trakcie pierwszej przejażdżki zrobiliśmy 25 km i była to pierwsza wycieczka rowerowa w moim życiu. Aktualnie potrafię jechać i mając ścieżki dla rowerzystów, czuję się świetnie, ale boję się aut i nie ma opcji abym wjechała na jezdnię.

fot: Krystian Forberger

 

5. Jechałam w czołgu, w karetce, w radiowozie policyjnym, w karawanie pogrzebowym i dziesiątki razy w tirach.

Nie mając auta, bardzo często jako studentka podróżowałam po całym świecie stopem razem z moimi przyjaciółkami. Przez całą Europę, północą Afrykę, część Azji oraz Stany Zjednoczone. Wielokrotnie gdzieś koczowałyśmy albo siedziałyśmy na krawężniku przez wiele godzin. W takich sytuacjach nie ma wybrzydzania. Jeśli ktoś chciał nam pomóc i wziąć nas chociaż kilka kilometrów dalej, przyjmowałyśmy ofertę z otwartymi ramionami. Tak więc po bardzo wielu latach podróży stopem miałam okazję jechać w czołgu, kilkukrotnie w radiowozie policyjnym, ponieważ panowie policjanci martwili się o nas i chcieli pomóc, w karetce,  mnóstwo razy w tirach i raz nawet w karawanie pogrzebowym. Pan był uroczy i mówił, że wie jak to wygląda i że jest to creepy, ale trumny są puste i że chętnie pomoże :D.

Do tej pory podróże stopem po świecie uważam za najciekawsze przygody w moim życiu.

Stopem na Bałkany, jedna z lepszych podróży ever!

6. Nie jestem rannym ptaszkiem

Kochałam pracę trenera, ale zawsze ogromnym wyzwaniem było dla mnie ranne wstawanie. Godzina, którą mój organizm uznaje za najbardziej optymalną do pobudki to 8:00 rano. Może 8:30. Jak myślę o wstawaniu o 5:00 lub 6:00 to przechodzą mnie ciarki.

Również, dopóki nie napiję się kawy, nie rozpocznę dnia naprawdę. Nie jest to najzdrowsza opcja, ale przestałam walczyć z wiatrakami. Teraz zamiast zwykłej kawy najczęściej na pierwsze śniadanie wypijam kuloodporną, czyli połączoną z masłem, tłuszczem kokosowym i cynamonem. Uwielbiam!

Także ten tego…

7. Najważniejszą dla mnie osobą na świecie, jest moja Mama.

Mama latami pracowała jako geograf. To ona nauczyła mnie miłości do podróżowania, to ona pokazała mi góry i wzięła na pierwszy szlak w Bieszczadach, to ona pokazała, czym jest dobra muzyka (nadal razem słuchamy Janis Joplin i Creedence Clearwater Revival), to ona pokazała, czym jest miłość i dobro, czym jest pyszna kuchnia domowa i jak silna potrafi być kobieta.

Do tego zawsze mnie wspierała i rozumiała. Ona także była hipiską, podróżniczką i wolnym duchem. Jest najlepszą przyjaciółką, jaka kiedykolwiek istniała.

Mama ze znajomymi w górach, kiedy byłą mniej więcej w moim wieku.
Moja Mama to ta z lornetką ;).

8. Mam obsesję na punkcie mycia zębów.

Jestem w stanie to robić prawie za każdym razem, gdy idę do toalety, nawet 5-7 razy dziennie. Uwielbiam miętowy posmak w pysiu zaraz po :D.

 

9. Nie cierpię staników (chyba płynie we mnie hipisowska krew) oraz prawie zawsze noszę dwie różne skarpetki.

W sumie ten punkt nie wymaga dalszego tłumaczenia ;). Zamiast nosić stanik wolę trenować klatę, a to czy mam dwie takie same skarpetki, czy różne, zupełnie nie ma dla mnie znaczenia, więc przestałam się tym przejmować.

Dwie różne skarpetki to u mnie standard, natomiast sukienka to rzadkość. Tej finalnie nie kupiłam :).

10. Do tej pory przeprowadzałam się 19 razy w samym Wrocławiu. Za 2 miesiące stuknie mi równa dwudziestka, bo dowiedziałam się, że czeka mnie kolejna przeprowadzka.

Do tej puli nie wliczam przeprowadzki do USA, gdzie studiowałam malarstwo czy np. do Anglii, gdzie w trakcie studiów pracowałam jako kelnerka. Tutaj biorę pod uwagę sam Wrocław. Jeszcze wczoraj ta liczba mnie przerażała, a dziś stwierdzam, że najwyraźniej nadchodzi czas by otworzyć kolejny rozdział. Teraz będę szukać mieszkania z dobrym oświetleniem, ponieważ… (płynnie przechodzę do punktu 11)

11. Zupełnie zwariowałam na punkcie roślin domowych.

Z osoby posiadającej palmę Arecę i Monstere Adasonii, stałam się właścicielką mniej więcej 60-70 roślin. Nauka o nich, czytanie, przesadzanie, poznawanie niesamowitych osób ze środowiska rośliniarskiego stało się dla mnie terapią.

Był czas, kiedy miałam wrażenie, że jeszcze odrobina a popadnę albo w depresję, albo oszaleję. Wtedy ta nowa zajawka przywróciła równowagę we wszechogarniającym moje życie chaosie. Budzenie i otwieranie oczu na ścianę tropikalnych zielonych liści sprawiło, że w moment odzyskałam motywację i radość. Nie potrafię żyć bez natury i wystarczyło, że zaproszę ją do swojej przestrzeni, a wszystko nagle się ułoży.

Tak też się stało i z pewnością będę jeszcze więcej pisać o tej pasji, ponieważ coraz więcej z Was także mnie o to pyta :).

Skrawek mojego pokoju :).
o mnie
Dama z liściem na głowie.

12. Jak na kobietę, mam bardzo mało par butów. Łącznie 3.

Jakoś nie jestem fanką galanterii tego typu. I tak mam dookoła siebie mnóstwo zbędnych pierdół, więc chociaż w tej kwestii ułatwiam sobie życie ;). Od jesieni do wiosny chodzę w Timberlandach, które wymieniam co kilka lat, a latem w Birkenstockach. Bo są wygodne i optymalne przy moim stylu życia. Na siłownię zakładam buty treningowe i to tyle. Ot, cała moja kolekcja.

Ten post nie jest sponsorowany ;). Ave Timberlandy. Photo: Paulina Wierzgacz

13. Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy i podejmować nowych wyzwań.

Ja wiem, że to stwierdzenie jest takie cliché, ale faktycznie, gdy jestem bierna i nie uczę się nowych rzeczy, to mam wrażenie, że życie mi przecieka przez palce i zaczynam panikować. Kiedyś chciałam skoczyć w tandemie ze spadochronem, ale Paweł zapytał mnie, czy nie wolę zrobić sobie cały oddzielny kurs na skoczka ucznia, gdzie zamiast podpinać się pod kogoś i być swobodnie spadającą amebą, nauczę się dużo o oddziaływaniu wiatru, o tym, jak otwiera się spadochron i jak powinien się zachowywać. Nauczę się hamować, sterować czaszą i lądować a przede wszystkim to ja podejmę decyzję o wyskoczeniu z otwartego włazu w samolocie.

Tak też się stało. Podjęłam się tego wyzwania i nigdy się bardziej nie bałam. Dobrowolne wyskakiwanie z samolotu było najstraszniejszą rzeczą, jakiej doświadczyłam w całym, moim życiu. Moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że Twoja czasza spadochronu jest kwadratowa, sterowna, stabilna a Ty latasz jak ptak i masz nad tym pełną kontrolę, jest PRZE magicznym uczuciem i niesamowicie się cieszę, że podjęłam się tego zadania. Co prawda na samym końcu zapomniałam zahamować i Paweł myślał, że połamałam nogi, ale na szczęście nic mi się nie stało ;).

POLECAM!

Z takim ekwipunkiem czułam się jak mały superbohater 🙂

14. Do Masterchefa zgłosiłam się, ponieważ rozchorowałam się, wracając z Senegalu…

Ta cała przygoda była jednym, wielkim przypadkiem. Nie planowałam startu w programie. Tak się złożyło w czasie, że gdy wracałam z Afryki, zaczęłam bardzo kaszleć, miałam wysoką gorączkę  i z każdym dniem robiło mi się coraz gorzej. Na początku bałam się, że to malaria, ale lekarze po zrobieniu badań, powiedzieli, że to zwykłe zapalenie płuc. Leżałam więc w łóżku i tylko frustrowałam faktem, że nie mogę wrócić na siłownię oraz, być aktywną.

Pewnego dnia odwiedził mnie przyjaciel i powiedział, że powinnam zgłosić się do Masterchefa. Wtedy zamiast być smutną, zajmę się czymś konstruktywnym. Tak też się stało… Choroba minęła, ja zaczęłam przechodzić kolejne etapy, a przygoda, która się wtedy rozpoczęła, trwa do dziś.

o mnie

17. Czas na gastro ciekawostki i moje guilty pleasures. Gdy jestem w Azji, nie potrafię się opanować i nie jeść Lays’ów o smaku glonów…

BOŻE! Jak ja bym chciała, aby one nie były aż tak smaczniutkie. Trochę wstyd, ale prawda jest taka, że je kocham. Jedliście je kiedyś?

18. Jedzenie makaronu mnie uspokaja. Sama nie rozumiem tego mechanizmu.

Jest dla mnie coś przejmująco przyjemnego w procesie nawijania makaronu na widelec. Może być to spaghetti, może być to pad thai i makaron ryżowy. NIE WAŻNE. Musi być długi… I nie pytajcie czemu, ale tak, jak dla jednych melisa, na mnie działa kojąco miska porządnego makaronu. A Wy macie jakieś wyjątkowe danie, które w moment daje Wam poczucie komfortu i wewnętrznego spokoju?

Martyna Chomacka - recenzje
fot: Paweł Gluza
Pasta Party. Fot: Elżbieta Śmigielska

19. Mam nieznośną tendencję robienia ważnych rzeczy na ostatnią chwilę.

Jestem niewolnikiem słowa deadline. Nie rozumiem tego. Logicznie patrząc, wiem że powinnam zacząć robić pewne rzeczy wcześniej, a będzie tylko mi łatwiej. Tak się jednak nie dzieje. I z pakowaniem przed wyjazdami, i z sesją na Uczelni, gdy jeszcze studiowałam i z mnóstwem innych rzeczy, czekam znacznie dłużej, niż powinnam.

Ze wszystkich swoich wad, tej nie znoszę szczególnie i próbuję nad nią pracować.

 

20. Na bardzo długo przed Masterchefem, wystąpiłam przypadkiem w teledysku Kasi Wilk, w utworze „Światłocień”.

To był niesamowity wieczór i tona świetnej zabawy. Znajomi kręcili teledysk i powiedzieli, że potrzebują dziewczyny, która będzie miała kulę dyskotekową na głowie, będąc jednocześnie na wrotkach, oraz zagra szaloną cheerleaderkę, która jest w tanecznym transie. Stwierdziłam – Przecież TO ROLA DLA MNIE! Szyta na miarę :D.

A tak poważnie to przy tworzeniu tego wideo pracowali niesamowici artyści i w 100% ufałam ich wizji. Zarówno Grymuza za kamerą, Gabi Orłowska, Majka Lewicka w make-upie, to team, który inspiruje do wszelkich, kreatywnych działań i każda praca z nimi to była sama przyjemność.

Kto ma ochotę, to niech sobie odpali teledysk, a ja tu zostawię jedno zdjęcie z back stage’u :).

o mnie
fot: Gabriela Orłowska

To by było na tyle.

Kto dotrwał do końca tego wpisu, szczerze gratuluję i bardzo dziękuję za Twój czas :).

Jeśli chcesz poczytać więcej o różnych, moich, życiowych przemyśleniach, ZAPRASZAM TUTAJ.

 

Pięknego dnia! ♡

Zostań ze mną