★ Islandia Dreaming ★

Martyna Chomacka, fot: Paulina Wierzgacz

Dziś odgrzewam kotlety, i to nie byle jakie, bo ISLANDZKIE!

Ta podróż miała miejsce już jakiś czas temu, ale chcę powoli wracać do różnych moich wspomnień z przeszłości, ponieważ dobrymi myślami trzeba się dzielić. A tych zaklętych w podróżach mam całe mnóstwo!

Wyprawa na północ jest w TOP 3 moich ulubionych. Islandia stoi na podium najcudniejszych miejsc, do jakich dotarłam w życiu, razem z Indonezją, oraz Stanami Zjednoczonymi a precyzyjnie mówiąc z Wielkim Kanionem na czele.

To ciekawe jak kilkanaście dni w tak zjawiskowym miejscu jest w stanie dodać siły i inspiracji na kilka kolejnych lat. Nie wyolbrzymiam, tak właśnie było!

Isladia, Martyna Chomacka, fot: Paulina Wierzgacz

Isladia, Martyna Chomacka, fot: Paulina Wierzgacz
Ja i Ala przy zjawiskowym wodospadzie Gullfoss.

fot: Paulina Wierzgacz

fot: Paulina Wierzgacz

Dobrze, troszkę konkretów…

Wyruszyłyśmy w piątkę. Pięć cudownych kobiet. Babski wyjazd w 100%.

Kierunek i pora roku raczej dość nietypowe. Islandia zimą? Kto w lutym leci na Islandię?! Otóż my. Mało tego, wtedy jeszcze nie było tanich biletów lotniczych w tę stronę globu. Ilość turystów także była małym ułamkiem tego, co w tej chwili spotyka ten kraj.

Jak wydałyśmy pieniądze na bilety i wynajem auta, nie miałyśmy już na nic innego. Bieda z nędzą, ale za to z  ogromnym uśmiechem i satysfakcją!

Poważnie. I to wynajęte przez nas auto, bynajmniej nie było terenowe, mogące sprostać wszystkim potrzebom, tylko zwykły Ford Focus. Trzy z nas spały ułożone jak szprotki w puszce w bagażniku, a dwie z przodu auta. Myłyśmy się na stacjach benzynowych. Jadłyśmy to, co przywiozłyśmy ze sobą z Polski. Na miejscu tylko zaopatrując się w SKYR, ukochany islandzki jogurt i paliwo.

Isladia, Martyna Chomacka, fot: Paulina Wierzgacz

Taniec zwycięstwa na tle wodospadu. Fot: Paulina Wierzgacz

fot:Paulina Wierzgacz

Do szczęścia nie potrzebowałyśmy wiele. Jeździłyśmy przez pustą Islandię, często nie widząc żywej duszy przez długi czas, słuchałyśmy starej, hipisowskiej muzyki, płakałyśmy ze szczęścia, biegając po kulach ogromnego mchu, nocami oglądając zorze polarne z perspektywy naszych śpiworków.

Było epicko, kolorowo, błogo!

 

fot: Paulina Wierzgacz
Widok nieba prawie każdego dnia podczas podróży…

fot: Paulina Wierzgacz

Dziś jeszcze nie opisze naszej trasy, nie podam detali. Na to przyjdzie czas w następnych postach. Teraz podzielę się z Wami naszym filmem, w sumie to krótkim teledyskiem pokazującym jak wygląda szczęście, jak wygląda miłość do natury i zachwyt nad tym, co nas otacza. Oraz jak potrafi działać przyjaźń pięciu kobiet.

Nie wyobrażam sobie lepszej ekipy do tej podróży wtedy niż Alicja Jaworska, Katarzyna Wojtiuk, Paulina Wierzgacz i Paulina Anna Galanciak.

Wkrótce o tych damach napiszę odrobinę więcej, abyście wiedziały dlaczego ten skład był tak wyjątkowy i nietuzinkowy.

fot: Paulina Wierzgacz
Nasza cudna, babska ekipa!!! Niestety niepełna ponieważ pani fotograf stoi za obiektywem.
Islandia, Martyna Chomacka, fot: Katarzyna Wojtiuk
Nasze jedyne zdjęcie w pełnym składzie. Miało być na tle wodospadu ale coś nie wyszło…

fot: Paulina Wierzgacz

Tymczasem przedstawiam Wam krótką historię o szczęściu. O tym, jak przeszywające zimno może upajać oraz jak widok fok i lodu potrafi dodawać skrzydeł!

Panie i panowie, przed Wami nasza Islandia, nakręcona i zmontowana przez Paulinę Wierzgacz aka Obrazki Blondynki. Koniecznie wbijajcie na jej podlinkowanego bloga, ponieważ jest zjawiskowo piękny i inspirujący. Wszystkie zdjęcia z tego postu także są jej autorstwa <3.

 

Zostań ze mną