Massimo Bottura i Fine Dining Week

Martyna Chomacka, Beach Pliz, foto: Paweł Gluza

Spotkanie z Massimo Botturą w ramach Fine Dining Week oraz całe mnóstwo tak wybitnego jedzenia, zasługują na oddzielny wpis na moim blogu.

 

Dawno mnie tu nie było prawda? 

 

Ale tak już czasem bywa, że w chwilach, kiedy jest się przeładowanym wydarzeniami, emocjami, zawirowaniami i zmianami w życiu, ciężko jest być ciągle pełnym weny i samozaparcia tworząc kwieciste wpisy na blogu. Nie usprawiedliwiam się, ale zwyczajnie wybrałam więcej snu ponad zarywanie nocy i pisanie postów, kiedy nie dawałam rady.

Teraz spróbuję być bardziej wytrwała i sumienna w rygorze, który sobie narzuciłam. Prawda jest taka, że mi także brakowało pisania, ponieważ jest to dla mnie naturalny i taki jeden z przyjemniejszych środków wyrazu. A mam Wam do powiedzenia całkiem sporo…

fine dining week

 

Zostałam ambasadorem Festiwalu Fine Dining Week,

i może nie ma w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że zostałam zaproszona na kolację, która spełniła jedno z marzeń mojego życia! Siet! Bo jak inaczej określić spotkanie z człowiekiem, który zrewolucjonizował światową gastronomię?!

Massimo Bottury nikomu w kulinarnym światku przedstawiać nie trzeba. Właściciel i założyciel najlepszej restauracji na świecie – Osteria Francescany w Modenie. Po raz kolejny na szczycie listy 50 BEST,  posiada także trzy gwiazdki Michelin a do tego tak ogromne serce i pokorę, która już po chwili rozmowy powala z nóg.

Martyna Chomacka i Massimo Bottura, fine dining week

Tak się złożyło, że Massimo przyjechał do Polski, by razem z marką Grundig przybliżyć gościom festiwalu filozofię zero waste i respectfood o którą on sam opiera swoją kuchnię. Warto przyjrzeć się temu bliżej, ponieważ kiedy zwrócił on uwagę, że co drugie zbierane jabłko jest wyrzucane i co trzecia wyłowiona ryba ląduje w koszu na śmieci, unaocznia nam to skale problemu. Myślę, że każdemu z nas przyda się taki „kubeł zimnej wody”.

Menu kolacji:

Pomijając aspekt filozoficzny, sama kolacja była niesamowita! Pyszna! Dziwna i niespotykana. Oparta o maksymalne użycie resztek. Tak więc nikogo nie dziwił widok obierków z topinamburu razem z rumiankiem i kaparami w roli amuse bouche.

Fine Dining Week, kolacja z Massimo Botturą
Wybaczcie jakość zdjęć, ale byłam bardzo skupiona na tym, co się działo dookoła i jedyne zdjęcia, jakie posiadam to te, robione telefonem. Mimo wszystko mam nadzieję, że pozwoli to Wam na wczucie się w klimat kolacji 🙂

Sam Massimo dań nie gotował, ale sprawował nad nimi pieczę i nad charakterem całego menu. Twórcą i nadzorcą swojego zespołu był szef Restauracji Warszawskiej – Dariusz Barański.

Mimo że danie nie są typowo fine diningowe na pierwszy rzut oka, to uwierzcie mi, w smaku POWALAŁY! Do tego selekcja dobranych win podbijała paletę każdego z nich.

Ja zdecydowanie byłam olbrzymią fanką topinambura, którego w takiej formie mogłabym jeść codziennie na kilogramy, resztek z brokuła w orzechowym miso, oraz agnolotti z pikantną Ndują. Każdy także zachwycał się deserem, którym był mus z giandui z melasą z fusów i ciasteczkiem Sable. Tak się jednak złożyło, że na kilka minut przed deserem Massimo przyszedł porozmawiać z nami do stolika i z wrażenia i radości już sama nie wiem, co ja wtedy jadłam… Eh psychofanką być…

Fine Dining Week, kolacja z Massimo Botturą
Lewy góry róg: brokuł glazurowany w orzechowym miso. Prawy góry róg: liście brukselki z wędzonym węgorzem. Lewy dolny róg: agnolotti z metką wieprzową Ndują. Prawy dolny róg: kapuśniak z ziołami i oliwą miso.

Nie będę przeciągać tego wątku, bo zachwycać się podejściem tego człowieka mogłabym w nieskończoność!

Cieszę się, że mam szansę, poznawać tak inspirujących ludzi i czerpać od nich motywację i siłę do dalszego działania. Sama przemowa Massimo to coś, co zostanie ze mną na długo i z pewnością zmieni moje podejście do wielu spraw. Od tamtego dnia próbuje nie wyrzucać jedzenia i lepiej gospodarować resztkami wykorzystując je na wiele sposobów. Czasem wystarczy jedynie odrobina kreatywności i uwagi by z czegoś, co na pierwszy rzut oka nie jest nam potrzebne, wyczarować obłędną kolację :). Zastanówcie się nad tym, proszę…

Poza kolacją z Massimo, w ramach festiwalu Fine Dining Week odwiedziłam jeszcze dwa miejsca we Wrocławiu.

Grape oraz Hotel Platinum Palace

I tutaj będę bardzo subiektywna. Bardzo się cieszę, że miałam okazję odwiedzić te miejsca, ale już wiem, że po raz kolejny wrócę tylko do jednego z nich.

Nie ma co się czarować. Już na wstępie powiem, że Grape mnie powalił. I to nie odrobinkę. On znokautował konkurencję!

Grape:

Menu bardzo spójne, ale zabierające gościa w magiczną podróż. Każde danie dopracowane do perfekcji. Nigdzie nie było drogi na skróty. Widać, że stawiają przede wszystkim na jakość. Razem z moim chłopakiem próbowaliśmy obu menu, wegetariańskiego i mięsnego. Na ten moment nie potrafiłabym jednak jednoznacznie powiedzieć, które było lepsze. Sam plating także mnie oczarował i pozostawał bez zarzutu. Ogromna wrażliwość w komponowaniu i wielka świadomość barw. Jako absolwentka malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych, czułam się wniebowzięta mając przed sobą takie małe „dzieła sztuki”.

Same OCHY i ACHY, ale za chwilkę patrząc na zdjęcia, sami zobaczycie dlaczego…

W zdjęciach pokażę Wam fragmenty zarówno jednego, jak i drugiego menu. Cała kolacja składała się z 5 dań, ale szef restauracji poczęstował nas także swoim parmezanowym amuse bouche i w połowie kolacji kelner przyniósł nam intemezzo.

Dania wybitne, mocno doprawione, tak jak uwielbiam. Mówiąc kolokwialnie trzeba mieć „jaja” i charakter, aby przelać na talerz tyle talentu, charyzmy, wrażliwości i świadomości kulinarnej. Coś pięknego i jestem dumna z tego, że to właśnie we Wrocławiu można spróbować fine diningu na tak wysokim poziomie. Cieszę się także, że w restauracji Grape szef kuchni idzie „po bandzie”. Jego menu nie należy do najłatwiejszych. Talerze są bardzo esencjonalne i osoby przyzwyczajone do bardziej płaskich smaków mogą się zaskoczyć.

Ja wiem, że już czekam na wiosenne menu i czary w wykonaniu teamu z Restauracji Grape. Szczerze Wam polecam to miejsce na romantyczną kolację albo dzień, w którym chcecie świętować coś wyjątkowego. To miejsce sprawi, że z pewnością zapamiętacie tę chwilę za zawsze.

Fine Dining Week, Restauracja Grape
Stolik jak ze snu, prawda? 🙂

Martyna Chomacka, Fine Dining Week, Restauracja Grape

Fine Dining Week, Restauracja Grape

Fine Dining Week, Restauracja Grape
Pasta z policzkiem wołowym, grzybami i tak cudnie chrupiącą, smażoną świńską skórką, że to obłęd!!! Jedząc to danie miałam łzy radości w oczach!
Fine Dining Week, Restauracja Grape
Jedna z najsmaczniejszych i najbardziej wyrazistych zup rybnych, jakie w życiu miałam w ustach! Po tym daniu miałam już 100% pewność, że szef kuchni to charakterny człowiek, który wie, czego chce i potrafi stawiać na swoim. PYCHOTA!

Fine Dining Week, Restauracja Grape

Fine Dining Week, Restauracja Grape
Nie dość, że to danie wyglądało jak mały obraz sztuki współczesnej, to jeszcze smak buraka został tu spotęgowany kosmicznie i przenosił na inną orbitę. Oklaski na stojąco za tę propozycję!

Fine Dining Week, Restauracja Grape

Fine Dining Week, Restauracja Grape
Tajemniczo, intymnie, romantycznie, bajkowo… Tak mogę opisać klimat panujący w tej restauracji.
Fine Dining Week, Restauracja Grape
Cudny wieczór, który na długo zostanie w mojej pamięci…

Hotel Platinum Palace, Enjoy Restaurant:

Tutaj być może kontrast byłby mniejszy, gdybym wybrała się tylko do jednej restauracji podczas festiwalu.

Szczerze, technicznie nie mogę zarzucić niczego tej restauracji. Dania były wykonane poprawnie. Wszystko było także smaczne, ale zdecydowanie brakowało efektu „WOW”! Idąc na kolację fine diningową, gość może oczekiwać od szefa kuchni personalnej podróży, w którą on go zabierze. Tutaj tego aspektu zabrakło.

Większość dań wyglądała prawie identycznie…

Do tej pory nie wiem, co szef miał na myśli, tworząc te dania. Próbując zarówno menu wegetariańskiego, jak i mięsnego, nie czuję bym poznała charakter osoby, która je tworzyła.

Dania były bardzo do siebie podobne. Podane ładnie, estetycznie, ale bez dbałości o detale, jakiej oczekiwałam podczas kolacji na takim poziomie. Za każdym razem kompozycja centralna, dekorowana w podobny sposób mikroziołami. Dość banalnie i przewidywalnie. Przez to zarówno carpaccio z ośmiornicy (które było chyba najmocniejszym punktem mojego menu), jak i cieciorka, którą jadł Paweł, oraz tatar z warzyw w wegetariańskim menu, wyglądały prawie indetntycznie. Zdecydowanie zabrakło tutaj pomysłu i inwencji twórczej.

Fine Dining Week, Platinum Palace
4 różne dania a wyglądają prawie identycznie… Chyba nie o to chodzi w kolacji z menu degustacyjnym :/

Na tym etapie smaczne, to za mało…

Tak jak powiedziałam, dania były smaczne. Ale to zdecydowanie niewystarczająco jak na kolację tego typu. Już pięć minut po wyjściu z restauracji nie pamiętałam co chwile wcześniej miałam w ustach. Nic nie porywało, nic nie budziło zachwytu ani skrajnych emocji. Nie było „jakieś”.

Nie każdy jednak gość szuka ekstremalnych doznań.

Dla tych osób, które cenią klasyczną kuchnię, dobrze podaną i poprawnie wykonaną, bez mocnych smaków i ekstrawagancji, myślę, że idąc do restauracji hotelu Platinum, będą zadowoleni. Oczywiście są gusta i guściki, a w kulinarnym świecie tym bardziej jest ciężko trafić do szerszego grona zadowolonych odbiorców.

Według mnie najmocniejsze punkty menu to krem z topinamburu, który także przypadł bardzo do gustu mojemu chłopakowi, oraz creme caramel.

Fine Dining Week, Platinum Palace
Pawła ulubione danie z całego, wegetariańskiego menu.

Fine Dining Week, Platinum Palace

Fine Dining Week, Platinum Palace

Restauracji Enjoy w Hotelu Palace Platinum życzę więcej odwagi i charakteru, w doprawianiu oraz samym platingu, a Wam dziękuję za czas <3 <3 <3.

Dajcie znać w komentarzach, czy mieliście okazję odwiedzić jakieś restauracje podczas tej edycji Festiwalu Fine Dining Week. Jeśli już bardzo zgłodnieliście i nie macie pomysłu co ugotować, zapraszam TUTAJ…

 

SMACZNEGO!

Zostań ze mną