MasterChef, odcinek #1 – Turbotynka i pierwsze gotowanie

Martyna Chomacka Masterchef

Czyli o tym, jak zostałam Turbotynką.

 

To się dzieje, to nie są żarty, wchodzę naprawdę do kuchni Masterchefa… 

W chwili, kiedy przekroczyłam jej próg, myślałam, że mi serce stanie. Sądziłam, że trochę widziałam już w życiu, że będę mieć do tego dystans. A jury? Przecież to też są tylko ludzie. Oczywiście, wielkie autorytety kulinarne, ale to normalni ludzie, jak ja, czy Ty. A jednak…

Widząc Magdę, Anię i Michela, vis a vis mnie samej, czułam ogromną ekscytację i radość. Nie wiem, to takie śmieszne wiedząc, że wkrótce będą jeść to, co wyjdzie spod mojej ręki.

Kuchnia w programie Masterchef jest ogromna. Poważnie. To wielki plan zdjęciowy. W chwili kiedy gotujesz i walczysz o każdą sekundę, masz wrażenie, że Twoje stanowisko i miejsce, gdzie leżą garnki, dzieli odległość co najmniej 5 kilometrów. Ale po kolei…

Jaki jest ten cały Masterchef?

Martyna Chomacka Masterchef

I tu zrobię wszystko, by ten akapit nie skończył się elaboratem i rozprawką, bo ilość różnych uczuć, jaka się pojawia w trakcie tego przedsięwzięcia, oraz to, co czuje się w środku, to prawdziwy Wezuwiusz emocji.

Ja, szczerze, nie wiedziałam czego się spodziewać. Jak to faktycznie wygląda? Czy emocje są prawdziwe, a może tak naprawdę to pic na wodę i fotomontaż?

To, co widzi widz, to skrawek tego ile jest nagrane. Ale to nie jest nic odkrywczego. Jeżeli w danym odcinku ponad 40 osób ma gotować przed trójką jurorów, to sam ten proces musi trwać. Ale mimo wyciętych fragmentów, to wszystkie emocje są prawdziwe. Nie ma w tym kłamstwa i naciągania.

Tak, ja wchodząc pierwszy raz do kuchni Masterchefa byłam powalona jej rozmiarem i rozmachem. Miałam wrażenie, że jestem w jakiejś incepcji, przecież zawsze oglądałam to w telewizji, a teraz tu jestem! Jak to się wydarzyło?!

Sajgon w trakcie mojego gotowania także był prawdziwy…

Masterchef jury

 

Tak, jak widzieliście w programie, dostałam zadanie z turbotem. Jak wspomniałam wcześniej,

TA KUCHNIA JEST OGROMNA!

Połowy rzeczy albo nie mogłam znaleźć przez stres, albo biegałam jak kot z pęcherzem przez brak organizacji. To wszystko było dla mnie nowe i bałam się, że mnie przerośnie.

Nie wiem, czy kiedyś gotowaliście kiedyś turbota, ale powiem Wam, że on kurczę ma skórę jak azbest. Twarde cholerstwo, przez które, wcale nie jest łatwo przebić nóż… Na początku byłam tym przerażona, ale zarówno szef Michel mnie ośmielił, a później Magda Gessler dała ‚kopa w tyłek’ i kazała jeszcze bardziej podkręcić tempo. To jest to, co mogliście zobaczyć w programie, ale nie dokładnie, to jak Magda odskakuje, bo robię jej czymś krzywdę. Otóż na 7 minut przed końcem, jeszcze klarowałam masło i aby przyspieszyć ten proces, znana jurorka kazała mi je trzeć na tarce. W pewnej chwili łyżka wyślizgnęła mi się z dłoni i wpadając do tłuszczu, ochlapała Magdę. Nie dość, że bałam się zrobienia jej krzywdy, to na 5 minut przed końcem moja ryba ciągle leżała zimna na talerzu, a szparagi ledwo zaczęły się blanszować. Jedyne co było gotowe to sałatka z zielonych, surowych szparagów z orzechami pinii i emulsja cytrynowa. Oczywiście filet z turbota wyszedł przepięknie, ale zanim go zrobiłam, to minęły chyba, całe lata.

Wszystko się udało, ale to było moje pierwsze zderzenie z taką dawką stresu i adrenaliny. Przy tym obrona magisterki czy matura to pikuś. Po całej konkurencji otrzymałam nowy nickname. Uczestnicy zaczęli wołać do mnie ‚Turbotynka‚! Jako że wszystko robię turbo szybko, wszędzie mnie pełno, o tym turbocie gadałam non stop po konkurencji, zostałam dość szybko przechrzczona.

Turbot
Mówiłam, że jest paskudny, śmieszny i dziwny? Do tego, te oczy! Nadal nie mogę stwierdzić, czy bardziej mnie one przerażają, czy bawią…
turbot
No taki dziwny z niego koleżka. Żródło: http://teamcodeds.com/turbot

Werdykt.

Następnie moment oczekiwania… Serce miałam w gardle, naprawdę ciężko się oddychało.

I TAK! DOSTAŁAM FARTUCH!

Mój własny! Taki biały i śliczny! Zasłużony! Sądziłam, że podejdę do tego z większym dystansem, ale gdzie tam… Poziom radości jest niewyobrażalny, a tym bardziej było mi miło, gdy chwilę później mogłam przytulić mojego Pawła w spiżarni i z nim podzielić ten moment.

Strasznie fajne uczucie, które otworzyło drzwi do zupełnie nowej przygody.

Mam swój, i tak łatwo nie puszczę!

Martyna Chomacka Masterchef

Długo jeszcze głęboko oddychałam i próbowałam oswoić się z myślą, że ten etap za mną, ale trzeba się zacząć zbroić emocjonalnie na kolejną konkurencję.

 

Jeśli masz ochotę ugotować moje castingowe danie, zapraszam po przepis TUTAJ.

Natomiast jeżeli brakuje Ci pomysłów i szukasz kulinarnych inspiracji, odwiedź mnie TU.

Turbot Przepis

 

Macie ochotę dowiedzieć się jak było w odcinku #2? O tym już w przyszły poniedziałek na blogu! 🙂

Pozdrawiam Was bardzo mocno.

Zostań ze mną