MasterChef, odcinek #2 – walka o czternastkę

Martyna Chomacka Beach Pliz Masterchef

Masterchefowy fartuch… O jak my wszyscy baliśmy się, że trzeba będzie go z siebie ściągnąć!

W Masterchefie nigdy nic nie wiesz. Lepiej jest szybko się do tego przyzwyczaić. Nie wiesz, jakie będzie kolejne zadanie, nie wiesz czy zostaniesz w studio, czy gdzieś wyjedziesz. Nie wiesz ,czy będą tajemnicze skrzynki i każdy będzie gotował swoje danie, czy może danie będzie określone przez jurorów. Budzisz się i od rana towarzyszy Ci adrenalina.

Tak mój drogi czytelniku, w tym nie ma ściemy. Uczestnicy programu nie mają zielonego pojęcia, co ich czeka danego dnia.

Podjeżdża autokar… Ruszamy. Tylko gdzie my właściwie jedziemy?!

Ekipa z Krakowa krzyczy:

-ej! To kierunek na rynek! Może tam będziemy gotować?! Albo Plac Szczepański…?

Wtedy pomyślałam, że to nie możliwe, przecież tam jest za dużo osób. Rynek?! Tego nigdy nie było w programie. A jednak. Ile razy próbowaliśmy zgadywać i obstawiać, tak za każdym, jak kulą w płot! Mówię poważnie. Nigdy nie udało mi się zgadnąć tematu zadania. Tak samo było i wtedy. Podjechaliśmy bezpośrednio pod samo serce Krakowa.

Rynek i Plac Szczepański

Martyna Chomacka Masterchef

Zaczęliśmy od kręcenia przejść. Idziemy przez Sukiennice jak grupa wojowników na wojnę. Bardzo mnie to bawiło, ponieważ dla każdego z nas to była totalna abstrakcja. Turyści zaczęli robić nam zdjęcia, widząc fartuchy z symbolem Masterchefa na klatce piersiowej. Dzień był piękny, gorący. Wtedy jeszcze mi to nie przeszkadzało i nie widziałam w tym problemu.

Nakręciliśmy piękne rozpoczęcie odcinka. Kadr z boku, kadr z tyłu, kadr en face, nawet kadr z widokiem z góry. Powiedziano nam, by iść dalej. I tak idziemy przed siebie, idziemy, aż tu nagle poczułam, że serce przemieściło mi się gdzieś w okolice gardła i ledwo mogę zaczerpnąć powietrze…

– O BOŻE! Ten plan zdjęciowy jest ogromny! Ile ludzi! Jakie wielkie chorągwie Masterchef’a! Ja zaraz zemdleję!

Tak właśnie się czułam, gdy zdałam sobie sprawę, co mnie czeka. Wszystko widziałam z oddali. Zauważyliśmy klosze. I nagle ruszyły zakłady Bukmacherskie! Ojej, ile mieliśmy pomysłów. Każdy obstawiał co innego…

– klosze? Czemu klosze, a nie skrzynki?! Czyli nie będzie wielu produktów, tylko pewnie jakiś jeden. A jeśli jeden, to jaki?! Może jakaś podstawa jak np. pierogi albo makaron?

Pamiętam jak dziś, że nagle wszyscy zaczęliśmy się przepytywać z przepisów na pierogi i mówić kto, jak robi makaron. Zobaczyliśmy kuchenki, ale nie było piekarników, więc może jakiś test techniczny z mięs? Ogólna panika i lęk wymieszany z ekscytacją.

Masterchef

Masterchef jurorzy

 

Podchodzimy pod stanowiska, ciągle błogo nieświadomi, i nagle słyszymy komendę wykrzyczaną przez jurorów:

 

– KLOSZE DO GÓRY!

A co było pod nimi?

tajemnica skrzynka beachpliz

Tajemnicza skrzynka BeachPliz

Mając przed sobą ten widok, odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam, że mogę zrobić z tych składników przynajmniej kilka dań. Czasu też tym razem było wystarczająco, bo aż 90 minut.

I znowu ta ryba…

Od razu uśmiechnął się do mnie halibut. Nie ukrywam, wtedy nie miałam pojęcia co to za ryba. Leżał tylko jeden filet, bez głowy, więc ciężej było mi określić jej typ. Dlatego też Wam się może wydawać to głupie, że uczestnik nie rozróżnia jelenia od wołowiny albo halibuta od dziesiątek innych białych ryb, które są w formie małego prostokąta. Ale stojąc tam w nerwach, sytuacja nie jest taka prosta i świat z tej perspektywy wygląda zupełnie inaczej.

Pod kloszem poza rybą i stekiem z jelenia znalazły się pomidorki koktajlowe, kalafior, zielone szparagi, czerwona cebula, wątróbka, jaja przepiórcze, kokos, wino czerwone, limonka, kolendra oraz imbir.

Postanowiłam znowu pójść w rybę i szparagi, ryzykując zarzut ze strony jurorów, że znowu używam tych samych składników. Tym razem pomysł był jednak zupełnie inny. Zamiast francuskiego akcentu poszłam w daleką Azję. Do tego assiette z kokosa i kalafiora, ponieważ chciałam by każdy z tych produktów, był pokazany w kilku wersjach.

Kontrolowany chaos

Mimo, że z perspektywy widza mogło to tak nie wyglądać, naprawdę gotowało mi się dobrze i jak na mnie dość spokojnie. Pomysł, na który wpadłam na samym początku, realizowałam sobie w skupieniu krok po kroku. Nie chciałam robić kilku dań jak znaczna część uczestników. Wolałam skupić się na jednym i zrobić je dobrze.

Jedynym znacznym utrudnieniem były wypadki losowe. Akurat moja kuchenka ciągle odmawiała posłuszeństwa. Pech chciał, że nie wydarzyło się to jednokrotnie. W trakcie tego gotowania moja kuchenka była wymieniana 3 razy. Nie jest to niczyja wina, tylko złośliwość rzeczy martwych. Tak więc mimo dużej ilości czasu, w chwili kiedy byłam pewna, że mój kalafior już dochodzi i zaraz będzie gotowy, okazało się, że garnek jest chłodny i jestem już dobrych kilkanaście minut w plecy.

 

Martyna Chomacka Masterchef

Masterchef

Kocham eksperymenty w kuchni!

Ja się nie boję dziwnych połączeń smakowych. Lubię działać instynktownie i opierać swoje kompozycje na talerzu o doświadczenia, które zdobyłam podczas swoich podróży. Tu też halibut był marynowany w limonce i imbirze, mus z kalafior miał silną nutę kokosową a chipsy z kokosa nadawały chrupkości. Chciałam by moje danie było kolorowe jak paleta malarza i bardzo bogate w wyraziste i zrównoważone smaki.

Przepis na halibuta z 2 odcinka obiecuję wrzucić jutro.

Dzika adrenalina podczas konkurencji

To, co łączy wszystkie konkurencje w programie Masterchef  to fakt, że uczestnicy za każdym razem są bliscy ataku serca. Adrenalina i kortyzol są na kosmicznym poziomie i w tej sytuacji logiczne myślenie nie jest najmocniejszą stroną (przynajmniej u mnie). To, co w zaciszu domowej kuchni wydaje się być logiczne i łatwe, tam takie nie jest. Ja chyba uwielbiam działanie pod presją i w ogniu wyzwań, ale ewidentnie muszę pracować nad organizacją pracy, ponieważ kiedy się bardzo stresuję, jestem w stanie w moment wygenerować wokół siebie chaos.

Werdykt

W chwili kiedy skończyliśmy gotowanie dotarło do mnie jak jest gorąco oraz ile osób wokół nas się zebrało. Zobaczyłam, że moi koledzy mają spalone przedramiona i karki. Wszystko w kolorze purpury, którą później nasze ukochane wizażystki musiały kamuflować. Ja już i tak po Indonezji i Afryce miałam skórę jak mulat, więc w moim przypadku nie było widać żadnej różnicy.

Czekaliśmy przy stanowiskach na swoją kolej. Ten moment jest najgorszy. W głowie szumi z nerwów, słońce sprawiało, że wszyscy czuli się lekko osłabieni. Stoisz i ze swoim talerzem schowanym w cieniu i czekasz na wyrok. Szczerze nie sądziłam, że będę się aż tak przejmować tym programem. Ale będąc  tam, Masterchef znaczył już dla mnie więcej, niż mogłam wcześniej przypuszczać.

Martyna Chomacka Masterchef

Naprawdę nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać. Niby jestem pewna swoich smaków, ale patrząc Magdzie Gessler w oczy, nic już nie jest pewne i różnie się to może skończyć.

SMAKOWAŁO! Nawet bardzo!

W sumie nie usłyszałam nawet jednego złego słowa. Magda mówiła, że danie jest wyśmienite, Ania, że jest jak kolorowa książka podróżnicza, od której nie chce się odrywać. Wszyscy komplementowali wygląd, a ja zamarłam. Byłam o krok dalej w tej przedziwnej podróży. Dostałam komendę, by dołączyć do reszty uczestników na podeście.

Martyna Chomacka Masterchef

Jestem w finałowej czternastce! Nieodwołalnie.

Stojąc tam współczułam reszcie, ponieważ upał doskwierał coraz bardziej. Widziałam, jak bardzo uczestnicy się denerwują i z każdą minutą są coraz bardziej wykończeni.

Nie ukrywam, że bardzo kibicowałam Patrycji i cieszyłam się widząc, że przeszła dalej. Od początku nadawałyśmy na tych samych falach. Wspólne pasje i miłość do sztuki ewidentnie nas połączyły. Lorek już był na podium, druga najbliższa mi tam osoba. Dziesięcioro z nas przeszło od razu dalej, a ostatnie fartuchy miały zostać rozdane już w studio, w trakcie dogrywki.

Dogrywka w studio

Masterchef

Mnie ona na szczęście nie dotyczyła. Ja już sobie spokojnie stałam na wygodnym balkonie. Temat też z jednej strony łatwy, ale w makaronach ja osobiście nie czuje się dobrze.

Jak znaczna część z Was wie, raczej unikam glutenu i latami się uczyłam jak go eliminować ze swojej diety. To właśnie Masterchef spowodował, że odrobinę wróciłam do klasyki i takich produktów, ucząc się na nowo pewnych przepisów. Reasumując, nie zazdrościłam im.

Tu nie będę się zagłębiać w szczegóły, ponieważ wpis miałby kilometr długości, ale szalenie się cieszę, że Wojtek i Arek przeszli dalej. Mega bardzo trzymałam za nich kciuki. Zaskoczeniem konkurencji było dla mnie to, że do czternastki nie dołączył Filip i Beata. Jak mogliście zauważyć podczas oglądania odcinka, moje zdziwienie było ogromne, ponieważ uważam, że są wyśmienitymi kucharzami.

Martyna Chomacka Masterchef

 

I tak oto po długiej walce i kilku konkurencjach jesteśmy! Finałowa czternastka gotowa do dalszych starć  w kolejnych zadaniach! Trzymajcie proszę kciuki, bo będziemy ich potrzebować…

 

Martyna Chomacka Masterchef

 

Halibut z assiette z kalafiora i kokosa:

Martyna Chomacka Masterchef

 

Jeśli chciałbyś ugotować moje danie z drugiego odcinka, zapraszam Cię po przepis TUTAJ.

 

A jeśli jesteś ciekawy tego jak wyglądał odcinek castingowy z mojego punktu widzenia, zapraszam TU.

 

Pozdrawiam Was i przytulam całym serduchem!

Zostań ze mną