MasterChef, odcinek #7 – sen grzybiarza

Martyna Chomacka, Masterchef

No takiego wejścia do kuchni się nie spodziewałam! Jednak Masterchef ciągle zaskakuje!

Przygaszone światła w kolorze fioletu, szklane gablotki, a w nich instalacje niczym lasu z Alicji w Krainie Czarów. Szczerze powiem, że dział zajmujący się scenografią w Masterchefie naprawdę się popisał. Te kompozycje były przepiękne!

Kawałki mchu, kory drzewnej i ogromne grzyby, które w większości widziałam pierwszy raz w życiu. Te leżące na moim stanowisku, wyglądały odrobinę jak mózg a troszkę jak huba. Jak się później dowiedziałam, nazywały się Maitake.

Martyna Chomacka, Masterchef

Martyna Chomacka, Masterchef

Nie było obowiązku gotowania z tych, które akurat były przed nami. Mogliśmy mieszać wszystkie ze sobą lub użyć tylko jednego rodzaju.

 

WAŻNE, TYLKO BY TO GRZYB BYŁ BOHATEREM!

 

Jurorzy podali nam wszystkie wytyczne odnośnie zadania. 60 minut, danie dowolne. Ma być grzybowe i zachwycające.

Pomysł dość szybko się wyklarował.

Martyna Chomacka, Masterchef

Martyna Chomacka, Masterchef

Jeśli ma być super grzybowo, czemu nie zrobić assiette grzybowego? Cudne Maitake w glazurze teryaki, maitake piklowane oraz sos grzybowy. Do tego, by lekko wygłuszyć smaki, smażony dorsz oraz chrust z porów.

Gotowało mi się świetnie. Wszystko poszło pomyślnie. Jurorzy byli zachwyceni i jedyne uwagi, jakie dostałam były odnośnie prezentacji dania. Miałam przygotowane całe mnóstwo ziół i nie zdążyłam ich wszystkich wyłożyć na talerz w ostatnich sekundach konkurencji.

Sam dorsz był soczysty. Marynata azjatycka wyszła słono-słodka, ale idealnie zrównoważona. Cierpkości nadawały piklowane grzyby. Chrupkości i różnych tekstur – chrust z porów. To było naprawdę przemyślane i smaczne danie, z którego wiedziałam, że mogę być dumna!

Udało się!

Martyna Chomacka, Masterchef

Nie dość, że wylądowałam w najlepszej trójce, to jeszcze jako zwyciężczynie konkurencji mogłyśmy pójść na balkon i dalsze zmagania oglądać ze spokojną głową. Bez stresowania się eliminacją.

Nie ukrywam, że Masterchef to zawsze cały kocioł emocji więc jestem super szczęśliwa, że chociaż raz udało się odpocząć i odetchnąć z ulgą!

I co tu więcej Wam opowiedzieć?

Ten post będzie bardzo lakoniczny. Inny niż każdy poprzedni, ponieważ w sumie poza tym, że poszło mi dobrze, świetnie mi się gotowało i przez większość odcinka byłam bezpieczna, nie za bardzo mam o czym pisać.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się o różnych dramach, które miały miejsce w programie. O kryzysie, euforii i pociętych palcach. O łzach smutku i radości, zapraszam Cię TUTAJ, ponieważ takich wpisów nie brakuje. Gwarantuję w nich całą paletę emocji. Siódmy odcinek był zupełnie wyjątkowy w tej materii i jak na mnie, zaskakująco normalny i spokojny.

Mnie test smaku ominął.

Poza Olą, Ewą i mną reszta uczestników musiała walczyć, rozpoznając smaki. Ten test był zupełnie inny niż w poprzednich edycjach, ponieważ wiele zależało od szczęścia i czynników losowych. Podając dowolny numerek od 1 do 50, każdy dostawał inny produkt do zgadnięcia.

Ja wtedy jeszcze leczyłam resztki anginy i ciągle byłam na antybiotyku, więc nie ukrywam, że nocami nie mogłam spać ze stresu, bojąc się, że test smaku wisi nade mną jak wyrok. Bo kto chciałby rozpoznawać różne dziwactwa, kiedy zmysł węchu działa tylko w pewnym stopniu a nos jest ciągle w katarze… Jednak karma do mnie wróciła! Będę tak myśleć! 🙂 W najlepszym możliwym momencie byłam w top 3!

Zwycięzcami konkurencji był Mateusz Krojenka i Lorek. Najgorzej wypadli Wojtek, Arek i Karolina.

W ostatniej części odcinka każde z nich musiało ugotować danie z produktu, przez który odpadli i którego nie rozpoznali. Karolina gotowała dynię, Arek krewetki a Wojtek pietruszkę.

Masterchef

Kuchnię Masterchefa w tym odcinku opuszczają aż dwie osoby…

Najmniej szczęścia miała Karolina, której dyniowe risotto z dorszem nie posmakowało jurorom.

Po konkurencji grzybowej także oddać fartuch musiał mały Mateusz, ponieważ jego danie było najsłabsze i odstawało od reszty.

Niestety w Programie Masterchef fortuna kołem się toczy. Raz mamy najlepsze dania a w kolejnym odcinku być może przyjdzie nam rozwiązać fartuch i opuścić kuchnię. Bardzo smutne, ale wiedzieliśmy, na co się piszemy.

 

Mówiłam, że spokojny ten post? No worries! Następny będzie szalony i bardzo ciekawy! To mogę Wam obiecać!

 

Jeżeli chcecie poznać przepisy, które czarowałam w programie oraz później prywatnie w domu, zapraszam Was TUTAJ. W sam raz, aby coś sobie przyrządzić do oglądania kolejnego odcinka Masterchef!

 

 

Zostań ze mną