MasterChef, odcinek #8 – to czego na pewno się nie spodziewałam w programie

Martyna Chomacka, Masterchef

Odcinek programu Masterchef pełen niespodzianek!

Już od pierwszych chwil po wejściu do kuchni byliśmy zaskoczeni naszym nowym zadaniem. Najpierw jurorzy pokazali nasze zdjęcia z dzieciństwa i badawczo podpytywali o to, co lubiliśmy wtedy jeść. Potem dowiedzieliśmy, jaki będzie temat konkurencji tego dnia.

Przezabawnym było zobaczenie swojej twarzy na zdjęciu, gdzie mając kilka lat, siedzę na kanapie, a mama plecie mi warkoczyki na głowie. Wojtek z Arkiem od razu zaczęli krzyczeć, że w ogóle się nie zmieniłam od tamtych czasów. Strasznie śmieszna uwaga…

Do tego spojrzenie na uczestników w odrobinę innym świetle, było fajnym pomysłem, który rozluźnił atmosferę. W końcu to wszystko ma być zabawą i naszą wielką przygodą, a nie tylko rywalizacją i walką o finał.

Wracając do wątku głównego.

Okazało się, że mamy wykonać swoje danie z dzieciństwa, ale we współczesnej wersji. Takiej, która będzie uzupełniona o techniki kuchni molekularnej oraz, która pokaże je w wersji dekonstrukcji. I wszystko fajnie, ale…

 

Jak ja niby mam zdekonstruować tatara?!

 

Wyprzedzając pytania, TAK, ja serio jadłam surowe mięso i surowe żółtka w wieku 5-6 lat. Mało tego. UWIELBIAŁAM TO! Wtedy byłam totalnym niejadkiem. Moja dieta była dość monotematyczna. Od 4 do 9 roku życia, na śniadanie nie chciałam jeść nic innego niż Flipsy (chrupki kukurydziane z czasów, kiedy byłam dzieckiem) maczane w miseczce z kakao, a na obiad tatary i bitki wieprzowe. Ta…

Ja zawsze kochałam  mięso! Kiepska byłaby ze mnie weganka, mimo że warzywa także uwielbiam.

Z jednej strony powinnam się cieszyć, ponieważ to moje ulubione danie z czasów dzieciństwa, ale…

Przecież nie chodziło o to, by zrobić je klasycznie. Pogubiłam się. Bo jak coś, co jest oryginalnie już zdekonstruowane, zdekonstruować bardziej? To mam rozłożyć to mięso na włókna?!

Martyna Chomacka, Masterchef

Martyna Chomacka, Masterchef

Fajnie miał Mateusz, któremu przypadło robienie ciasta kruchego i tarty. To ciekawy i wdzięczny temat. Strasznie mu wtedy zazdrościłam i żałowałam, że nie wymieniłam szarlotki.

Postanowiłam zrobić to danie z pewnym twistem.

Zamiast klasycznie ogórka kiszonego i podgrzybków marynowanych wybrałam świeże, sezonowe warzywa. Zdecydowałam, że sama je zapikluję. 60 minut to aż za dużo czasu na tatara. Wymyśliłam, że zrobię galaretkę z soku z buraków, która nada delikatnej słodyczy i idealnie zrównoważy smaki. Chciałam sobie skomplikować i rozbudować to zadanie jak to tylko możliwe.

Wzięłam zielone szparagi, rzodkiewkę, marchew i czerwoną cebulę. One miały nadawać kwaskowatości i delikatnej słodyczy. Zalewa była wykonana na occie jabłkowym, miodzie, liściu laurowym i zielu angielskim. Samo dobro.

Gotowało mi się bardzo przyjemnie. Bez jakichś wpadek i paniki w trakcie. Może dlatego nie pokazali tym razem żadnych fragmentów z moimi poczynaniami ;)?

Werdykt jury.

Wyszło z tego jedno z piękniejszych dań w moim życiu. Ten tatar nie przypominał każdego tatara podawanego w polskich restauracjach. Warzywa były chrupkie, ale jednak dość mocno kwaśno-słodkie. Mięso pieprzne, z mocno wyczuwalną nutą musztardy. Do tego oliwa pietruszkowa, odrobina majonezu zamiast masełka do chleba i ta słodka galaretka pod żółtkiem…

tatar, Martyna Chomacka

Michele powiedział, że ten tatar idealny! Pyszny! Kwaśny tak jak lubi, zrównoważony. Świeży, kreatywny i pomysłowy. Ach i och… Tylko że to nie jest dekonstrukcja. No i ciężko byłoby mi się nie zgodzić z tą opinią.

 

Mentalnie szykowałam się już do kolejnego zadania, które zostanie przede mną postawione. Nie wiedząc, co się będzie działo, wiedziałam tylko, że poprzeczka z każdą konkurencją jest coraz wyżej.

Martyna Chomacka, Masterchef

Martyna Chomacka, Masterchef

I nawet jeśli rok bym się zastanawiała nad zadaniem, to takiego scenariusza bym nie przewidziała!

Jurorzy podnoszą kopułkę a tam…

 

– Czy to jest karma dla psów?!

 

No właśnie ja nawet nie wiedziałam, co jest w tych kolorowych miseczkach. Nic mi to nie mówiło, z niczym się nie kojarzyło, bo i skąd miało?

Martyna Chomacka, Masterchef

Nagle Patka zaczyna się cieszyć i krzyczeć na pół studia. Coś mówi o dzieciach i że bardzo chce dla nich gotować. Wtedy sądziłam, że oni żartują i zaraz powiedzą: haha, ale Was wkręciliśmy… No ale nic podobnego.

Okazało się, że mamy gotować dla dzieci, które mają kilkanaście miesięcy. Deser i danie główne. Dostaliśmy listę rzeczy, których nie możemy używać. Były w tym przyprawy, wołowina, masło, cebula,  no całe mnóstwo rzeczy.

Krzyś i tak się tym nie przejmował. Czasem ciężko jest wszystko zapamiętać, jeśli wcześniej nie za bardzo miało się z do czynienia z dziećmi i ich karmieniem.

Ja byłam totalnie przerażona!

Sparaliżowana. Gotowałam, ale nie wiedziałam, czy robię to właściwie i czy w ogóle o to chodzi. Pomyślałam, że skoro nie mogę dodać cukru, to wykorzystam słodkie owoce i ich naturalny smak. Deser był zrobiony z bananów i moreli. Danie główne to polędwiczka z królika, marchewka i kalafior. Słodkie i delikatne. Wszystko zblendowałam na dwie papki i czekałam na wyrok.

Nigdy w kuchni Masterchefa nie byłam tak przerażona i niepewna siebie. Dziwne, bo dzieci budzą w każdym sympatię i uśmiech. Dla mnie jest to niezbadany ląd i bałam się, że zaraz coś schrzanię. Michel podpytywał o to, kiedy chcę mieć swoje dziecko oraz kto bardziej jest na to gotowy. Ja czy mój chłopak. No ewidentnie ja jeszcze nie byłam…

Wprowadzono dzieci.

Pokazano nam, kto zajmie się którym dzieckiem. I w tym momencie mój Dawidek zaczął krzyczeć i płakać. Pomyślałam:

– no świetnie! Oczywiście! Oczywiście moje dziecko musi mnie nie lubić, zanim jeszcze do niego podeszłam.

Martyna Chomacka, Masterchef

I wtedy wydarzył się cud!

Niewiarygodne, ale Dawidek był wpatrzony we mnie jak w obrazek. Arka dziecko nawet nie chciało myśleć o jedzeniu. Krzyczało i płakało. Oli nie płakało, ale też było dalekie od chęci jedzenia. A mój głodomór jadł jak szalony. Zjadł pierwszą, drugą, piątą, dziesiątą łyżkę. Potem to samo z deserkiem. Wyczyścił miseczki praktycznie do samego dna, a nie były to małe porcje jak na tak małego człowieczka.

Ola próbowała się bawić z Brunem, Arek starał się zabawiać i rozśmieszać swoją towarzyszkę, ale wyglądało na to, że tylko mój Dawidek chciał współpracować.

Martyna Chomacka, Masterchef

Martyna Chomacka, Masterchef

Zanim skończyłam obiad z Dawidkiem, Magda Gessler dała sygnał do zmiany uczestników i dzieci. Najbardziej urocze było, że Dawid otwierał buzię i chciał więcej. Rozczuliło to Michela i podszedł do Dawidka, aby go jeszcze nakarmić, ale od niego nie chciał zjeść. To był dla mnie niesamowity komplement i już wtedy wiedziałam, że pewnie będę bezpieczna i mogę odetchnąć z ulgą.

Ogromny szok, bo w życiu bym nie powiedziała, że w takiej konkurencji pójdzie mi aż tak dobrze.

Wygrałam!

Za to zadanie złoty medal należał do mnie. Patrycja, która karmiła swojego malucha w drugiej turze, zdobyła srebrny a Krzyś brązowy. Poszliśmy we trójkę na balkon.

Jak się okazuje, nie warto oceniać książki po okładce i dystansować się do czegoś uważając z miejsca, że się nie nadajemy. Czasem trochę więcej wiary w siebie, dobrego nastawienia oraz szczypta szczęścia i jakoś to będzie.

Ostatni etap zmagań

Finalnie między sobą walczyli Arek, Ola i Wojtek. Zadanie było bardzo ciekawe, ale podobny wątek widziałam kiedyś w australijskim Masterchefie i byłam ciekawa, jak bardzo są w stanie zaryzykować, i jak daleko się posuną.

Arek rozpoczął gotowanie od razu a Wojtek czekał do samego końca. Dwa zupełnie różne systemy walki. Okazało się, że Wojtka ryzykowanie opłaciło się i miał najlepsze danie.

Fartuch musiał oddać Arek.

Bardzo mnie to zabolało, ponieważ do tego momentu trzymaliśmy się naszą piątką. Jakoś tak z Lorkiem, Arkiem, Patrycją i Wojtkiem od samego początku trzymaliśmy się najbliżej.

No cóż, świat się nie wali, ale koniecznie wbijajcie na Instagrama Arka i zobaczcie, jak piękne koktajle robi oraz co u niego słychać.

MasterchefA już w następnym odcinku…

Koniecznie oglądajcie program Masterchef, bo teraz się dopiero będzie działo! Jak mogliście zobaczyć w zapowiedzi, będziemy gotowali dla największych gwiazd świata kulinarnego. Pascala Brodnickiego, Andrea Camastry, Roberta i Makłowicza i uwaga… JORDIEGO CRUZA! Mimo że ten odcinek kręciliśmy jakiś czas temu, to nadal nie mieści mi się to w głowie.

A do tego kolejna drużynówka. Czy uda mi się odczarować złą passę?Martyna Chomacka, Masterchef

Dajcie mi znać, czy chcielibyście, abym opublikowała na blogu przepis na wiosennego tatara. A jeżeli jesteście ciekawi innych moich przepisów zapraszam TUTAJ.

Natomiast, jeżeli dział z opowieściami z programu Masterchef należy do Waszych ulubionych, zapraszam TU.

Dziękuję za Wasz czas! Pięknego dnia Kochani!

Zostań ze mną