TATUAŻ – co warto o nim wiedzieć?

Martyna Chomacka, tatuaż, foto: Paulina WIerzgacz

Nadszedł moment chyba najbardziej wyczekiwanego przez Was posta!

Poza MasterChefem nigdy nie miałam tyle pytań dotyczących jakiegoś wątku, co odnośnie posiadanych przeze mnie tatuaży. Wasza ciekawość jest ogromna i swoim wpisem chcę jednocześnie rzucić światło na takie kwestie jak wybór tatuatora oraz jak dbać o taką dekorację. Ale również będzie troszeczkę osobistych wyznań i wyjaśnienie, co oznaczają moje tatuaże. Widzę, że o dziwo, jest to dla Was bardzo nurtujący wątek.

Aby wygodniej się wszystko czytało, pomyślałam, że najlepsza będzie forma tatuażowego Q&A. Każdy szybko i łatwo, znajdzie te treści, i te odpowiedzi, które najbardziej go interesują.

 

WIĘC CO? ZACZYNAMY!

 

Martyna Chomacka - tatuaż
Żywa galeria na ciele. Fot: niesamowita GRYMUZA

KIEDY ZROBIŁAM SWÓJ PIERWSZY TATUAŻ? ILE MIAŁAM WTEDY LAT?

Mój pierwszy tatuaż zrobiłam w lipcu 2014 roku. Miałam wtedy 25 lat. Nie wiem, czy istnieje idealny i optymalny wiek na robienie sobie takiej dekoracji. Nosiłam się zamiarem zrobienia go dużo wcześniej, ale chciałam być w 100% pewna swojej decyzji. Nie żałować jej za kilka lat i wybrać odpowiedniego artystę na autora.

Robiąc sobie tatuaż, musimy mieć świadomość, że będzie on z nami już do końca życia i z takiego założenia należy wychodzić. Dlatego, gdy pisze do mnie mnóstwo 16-latków czy 17-latków z pytaniami, najczęściej sugeruję im poczekać. I to nie tylko do czasu uzyskania pełnoletności. Jeśli faktycznie będziecie zdeterminowani i zmotywowani do tego, by robić sobie tatuaże, Wasza miłość nie będzie do niech mniejsza 3 czy 4 lata później. A jeśli się okaże, że to była chwilowa moda, to nie będziecie żałować i szukać sposobów pozbycia się niechcianych wzorów.

Ja od momentu, kiedy zdecydowałam, że chcę się wytatuować, do dnia, kiedy igła dotknęła mojej skóry, czekałam 4 lata i dzisiaj jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa.

JAK WYBRAĆ TATUATORA?

Martyna Chomacka, tatuaż
Zdjęcie: Paulina Wierzgacz, dłonie: Bartosz Panas

Przede wszystkim nie popełniać tego samego błędu, co większość osób. Nie wybierać najpierw wzoru a później artysty, TYLKO NAJPIERW WYBRAĆ ARTYSTĘ, a potem przedyskutować z nim wzór!

To jest super ważny punkt, jeśli chcecie mieć na sobie autorski, piękny i wyjątkowy tatuaż, a nie chałturę z kalki. Ja bardzo długo się wahałam kto będzie najbardziej pasującą osobą do mojego charakteru. Wiem, jednak z własnego doświadczenia i studiów na ASP, że nienawidziłam zmuszania mnie do malowania rzeczy, które mnie nie interesują. Jasne, mogę namalować Wam bukiet słoneczników albo narysować portret. Potrafię. Nie zrobię tego jednak z taką radością jak namalowanie abstrakcyjnego, wielkoformatowego, pejzażu. Bo to zawsze była moja bajka i miłość.

Tak samo jest z tatuatorami. Nie wymagajcie od tatuatora zajmującego się old schoolem aby katował się robieniem realistycznych wzorów, szczególnie widząc, że to nie jego bajka i nie czuje się w tym dobrze. Znajdźcie talent i styl, a potem poproście o wzór. Jeżeli przeglądam czyjeś portfolio i podoba mi się 30-40 % prac, w życiu do takiej osoby nie pójdę, ponieważ nie tworzy ona konceptów spójnych z moją estetyką. Jeśli natomiast patrzę na prace artysty i 95% prac i więcej trafia do mnie i chciałabym je nosić na swojej skórze, to znaczy, że to jest dobry wybór!

Wtedy nie ważne, jaki pomysł będę miała, wiem, że ta osoba, przepuszczając to przez filtr własnej wrażliwości, zrobi to pięknie i wyjątkowo. Ja natomiast, taki klejnot i dzieło będę nosiła na swojej skórze z radością do końca życia.

Bartosz Panas - tatuaż
fot: Paulina Wierzgacz

CIEKAWOSTKA:

Ja jadąc do swojego tatuatora na sesję, nie znam nigdy wzoru, który będę miała wykonywany danego dnia. Widzę go dopiero przed tatuowaniem i jeśli coś mi się w nim nie podoba, jest wtedy modyfikowany. Co ciekawe, ja nigdy nie musiałam prosić o modyfikacje. Za to widząc wzór, który został stworzony dla mnie, nie raz płakałam z radości i wzruszenia.

Ta konkluzja prowadzi mnie do kolejnego pytania, które bardzo często mi zadajecie, czyli…

Martyna Chomacka, tatuaż, fot: Paulina Wierzgacz
W jeszcze starej pracowni Bartka. Kalka już na skórze, ja w pełnej ekstazie, nie mająca jeszcze pojęcia, jakiego bólu zaraz doświadczę…

KTO MNIE TATUOWAŁ? ORAZ CZY WSZYSTKIE MOJE TATUAŻE SĄ JEDNEGO AUTORA?

Bardzo długo się zastanawiałam, jak powinien wyglądać mój pierwszy tatuaż, aż mój brat, kiedy odwiedziłam go w Oxfordzie, pokazał fanpage Bartka Panasa. Powiedział wtedy:

„On jest najlepszy w Polsce siostra, ale nie ma szans, abyś się do niego dostała… No, chyba że będziesz czekała kilka lat w kolejce! Zapomnij.”

Już wtedy wiedziałam, że TO ON! TO MUSI BYĆ ON. Nawet jeśli będę czekała dziesięć lat na pierwszy tatuaż. Przynajmniej będzie właśnie taki, jaki chce! Nigdy bowiem nie zakochałam się w talencie jakiegoś tatuatora tak, jak w pracach Bartka. Kocham jego detal, poczucie humoru, kompozycję. Wszystko w jego wykonaniu jest idealne, wywarzone i wymarzone.

Bartosz Panas - tatuaże
Od samego początku prace Bartka mnie zachwycały. Mogłabym nosić na sobie prawie każdy jego wzór i byłabym zachwycona.

Do tej pory Bartek Panas czasem wspomina mojego maila, czy naszą pierwszą rozmowę telefoniczną śmiejąc się z tego, jak komicznie ona wyglądała…

Wtedy jeszcze nie wiedziałam jakie informacje się podaje tatuatorowi, prosząc go o pracę. Jako że pierwszy tatuaż miał być na nodze, to pomyślałam, że warto jest napisać, o rozmiarze mojego uda, kondycji skóry i mnóstwie pierdół, które nie wiem czemu wtedy uważałam za istotne.

Bartek okazał się bardzo cierpliwy. Zdziwił się, kiedy w słuchawce słyszał głos dziewczyny, która brzmiała odrobinę jak psychofanka. Śmiejąca się i płacząca z radości jednocześnie. Nie mogłam uwierzyć, że jadę na sesję do człowieka, który w 100% odpowiada mi artystycznie, i to właśnie on stworzy wymarzoną Indiankę, będącą wspomnieniem najpiękniejszego dnia mojego życia! W tym zdaniu linkuję studio Bartka, które się mieści w Warszawie i nazywa się Caffeine Tattoo Studio by Bartosz Panas. Pisząc na jego adres, możecie się umówić na sesję, poznać artystów tam pracujących i zobaczyć ich portfolio, zanim się zdecydujecie na spotkanie z igłą i tuszem.

Bartosz Panas - tatuaż
Kolejne cudo autorstwa Bartka Panasa.

Znajomość z Bartkiem przerodziła się w coś więcej.

Generalnie okazało się, że tatuowanie jest dość intymną i specyficzną pasją. A ja przez to, że nie znoszę bólu ze zbyt dużą godnością, Bartek miał okazję widzieć mnie w poważnie opłakanym stanie i różnych okolicznościach. Wspierał, rozumiał, tłumaczył, edukował. Wtedy też dotarło do mnie, że niezwykle ważne jest cenić i szanować tatuatora, który z nami pracuje, bo już do końca życia będziemy nosić jego „znak” na sobie. Dobrze, by ten człowiek był fajną, ciekawą i dobrą osobą, a nie bucem i chamem.

Bartek poza byciem niesamowitym artystą stał się dla mnie drugim, starszym bratem, powiernikiem tajemnic i cudownym człowiekiem, którego szczerze uwielbiam. Na przełomie tych lat, miałam także okazję poznać jego cudną żonę, dzieci i zaprzyjaźnić się z nimi oraz całym studiem. Stąd też wybór Bartka, na autora rękawa, był raczej oczywistą decyzją.

Kolejnym artystą, którego pracę noszę na sobie, jest Kamil Czapiga.

Ja wiem, znowu gigant polskiej sceny tatuażu, ale cóż zrobić. Miałam szczęście i cierpliwość, by czekać na miejsce u najwybitniejszych osób w tym fachu.

Kamil Czapiga - Tatuaż
Kamil Czapiga jest mistrzem dot worku i bardzo barwną postacią tatuażowego świata.

Bałam się tatuowania u Kamila, ponieważ u niego chciałam zrobić okolice kręgosłupa i tylną część szyi. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy podczas sesji zasnęłam i praktycznie nie pamiętałam bólu! Okazało się wtedy, że Bartek Panas słynie w naszym cudnym kraju z bycia prawdziwym rzeźnikiem i de facto, jeśli przetrwasz tatuowanie przez Panasa, to przetrwasz wiele. Widać miałam dobrą szkołę ;).

Martyna Chomacka - tatuaż
Mój tatuaż od Kamila prezentuje się tak.

Wnioski:

Uważam, że warto jest czekać miesiącami na upragnionego tatuatora, który w każdym calu spełni nasze wymogi i marzenia, a nie iść do znajomego znajomej, bo ma wolne miejsce już w weekend i zrobi to „po znajomości”.  Przy tak permanentnym dekorowaniu swojego ciała nie warto jest iść na żadne kompromisy.

Czy tatuowanie boli?

Martyna Chomacka - tatuaż, fot: Paulina Wierzgacz
Na zdjęciu Kordian Korsakowski i Bartek Toczek, jeszcze za czasów pracy w Caffeine. Fot: Paulina Wierzgacz

Czy boli?! NIE, NO COŚ TY! Jak niby kilkanaście igieł wbijających się w Twoją skórę jednocześnie, wtłaczających tusz, obijających się chwilami o kości przez kilka godzin non stop, miałoby boleć?! To przecież czysta przyjemność…

Sytuacja ze zdjęcia chyba najlepiej opisuje, co czułam w trakcie mojej pierwszej sesji tatuażu w życiu. Bartosz nie uznaje znieczuleń miejscowych. Są one dla niego zupełną ostatecznością. Zmieniają bowiem strukturę skóry i może ona później gorzej wchłaniać tusz. Rzeźnickie podejście, aczkolwiek później patrząc na wzór, nie mam grama pretensji ;).

Pamiętam, że tamtego dnia darłam się i kręciłam jak nienormalna, aż w końcu część ekipy pracująca wtedy w studio przyszła mi pomóc i wesprzeć mentalnie. Co jest ciekawe, wszystkie osoby na tym zdjęciu, widziałam wtedy pierwszy raz na oczy.

Więc z mojego punktu widzenia stwierdzenie, że tatuaż boli, to duże niedopowiedzenie. Tatuaż NAKUR**A! Oczywiście są miejsca, które bolą mniej jak np. ramie, czy łydka, a są takie miejsca, które przeważnie bolą koszmarnie (żebra, wewnętrzna część kolana, łokieć, klatka). Jest to jednak kwestia bardzo indywidualna i osobista, ponieważ każdy z nas ma inny próg bólu i wytrzymałości.

Mój jest żałosny…

Jak należy dbać o tatuaż?

Martyna Chomacka - tatuaż, fot: Paulina Wierzgacz
Fot: Paulina Wierzgacz

Zaraz po wykonaniu tatuażu, na świeżo,

trzeba bardzo zadbać o higienę tatuowanego miejsca. Jest to spory stan zapalny i miejsce, do którego z łatwością mogą się wdać różne, niechciane bakterie i zarazki.

Ja zaraz po tym, jak zostanę zabezpieczona opatrunkiem w drodze do domu, kupuję krem Bepanten, folię, mydło Biały Jeleń lub jakiś delikatny płyn do higieny intymnej, ręczniki papierowe i plaster. Klasycznie. Możecie także kupić jeden z dedykowanych kremów do tatuażu, także świetnie się sprawdzają, ale ja jestem jakoś niewolnikiem przyzwyczajeń.

Pierwszą noc zawsze śpię w folii. Opatrunek zmieniam 2-5 razy dziennie. Zależy od pory roku i ilości aktywności, jakie wykonuję. Drugiej nocy staram się już spać bez folii, aby skóra mogła oddychać. Jestem bardzo uważna, nie używam wtedy ubrań ze sztuczną domieszką, nie pocieram ręcznikiem, nie podrażniam dodatkowo już podrażnionego miejsca. Zawsze tatuaż przemywam letnią wodą, delikatnie oczyszczam hipoalergicznym mydłem i punktowo przyciskając ręcznik, oczyszczam ranę. Nakładam Bepanten i zakładam folię.

Musicie jednak wziąć pod uwagę, że ja nie mam małych tatuaży. U mnie zawsze była rozorana znaczna część ciała w momencie, kiedy wychodziłam ze studia. Przy mniejszych wzorach czas leczenia  jest krótszy i znacznie mniej odczuwalny.

Kiedy tatuaż jest już idealnie wygojony, nie przestajemy o niego dbać i go pielęgnować!

To bardzo ważne, ponieważ to jest chwila, kiedy mnóstwo osób psuje tę misterną pracę i po dwóch-trzech latach, wzór jest do poprawki. Mam tu na myśli pielęgnację, którą powinniśmy stosować już na zawsze, jeśli chcemy się cieszyć intensywnie zaznaczonym wzorem przez wiele lat.

Ja każdego dnia ścieram moją skórę szorstką rękawicą, by pozbawiać się regularnie martwego naskórka, dwa razy w tygodniu robię mocny peeling i CODZIENNIE natłuszczam całe ciało masłem shea, masłem kakaowym lub innymi olejkami. Poza tym NIGDY nie wyjdę na zewnątrz bez nałożonych filtrów UVA i UVB na tatuaż. Musi być to wysoki filtr. 50 lub więcej. Zazwyczaj kupuję spray hipoalergiczny z filtrem, wodoodporny, dla dzieci z firmy Ziaja. W sezonie letnim zużywam mniej więcej trzy pełne butelki, więc niemało. Do tego, jeśli jestem w gorącym miejscu jak Indonezja, Senegal, Maroko, czy inne super ciepłe destynacje, wtedy czynność powtarzam nawet do 5 razy dziennie. Filtr z upływem godzin się zużywa i nie chroni tatuażu, jak powinien.

Mój chłopak Paweł był idealnym przykładem na to, jak nie należy postępować z tatuażami. Nie dbał o nie, nigdy nie nakładał filtrów, nie zastanawiał się nad tym. Jak tylko zaczęliśmy się spotykać, zabrałam go do najsłuszniejszego według mnie studia, i w Caffeinie Franek zajął się naprawianiem jego wyblakniętych wzorów. Dał im drugie życie.  Od tej pory, Paweł pokornie się smaruje filtrami i dba, by sytuacja się nie powtórzyła.

Paweł Gluza - tatuaże
Paweł i jego tatuaże w Indonezji

Kiedy możemy wrócić do treningów po zrobieniu tatuażu?

I znowu, TO ZALEŻY. Zależy od wielkości tatuowanego miejsca, zależy od wrażliwości skóry i możliwości regeneracyjnych naszego ciała, zależy co rozumiemy przez słowo „trening” ;).

W mim środowisku trenerskim przyjęło się, że dobrze jest odczekać przynajmniej tydzień, aby nie narażać tatuażu na falę bakterii, obtarcia czy mało higieniczny kontakt z maszynami na siłowni lub asortymentem, którego dotyka każdy.

Ja najczęściej wracałam do treningów po 5-9 dniach, ale przy maleństwach takich, jak napis na przedramieniu czy coś, co ma dosłownie kilka centymetrów, myślę, że 3-5 dni spokojnie wystarczy. Na czas treningu dobrze jest jednak mimo wszystko zakleić tatuaż albo zasłonić go folią.

Martyna Chomacka, Tatuaże, fot: Paulina WIerzgacz
Tatuaże i aktywność fizyczna jak najbardziej idą ze sobą w parze.
Martyna Chomacka, Tatuaże, fot: Paweł Gluza
Wspomnienia chyba najpiękniejszej do tej pory majówki w życiu. Na zdjęciu moje przyjaciółki, Ala, Kasia i Tatry <3.

Co moja rodzina sądzi o tatuażach?

To zależy, o którą część rodziny pytacie. Tak, jak być może widzieliście na finale programu MasterChef, gdzie pojawiła się moja rodzina, mój brat jest cały wytatuowany. Włącznie z szyją. To on mi pokazał tatuaże Bartka Panasa i zaraził mnie tą myślą. Kiedyś nawet jak byłam młodsza i uczyłam się w Liceum Plastycznym, kupował mi świńskie skóry i dawał maszynkę, tłumacząc, że bycie tatuatorem powinno być moim powołaniem!

Martyna Chomacka - tatuaż
Ja i mój brat na chwilę przed Wigilią. Kolorowe rodzeństwo :).

Do tej pory odwiedzając go w Oxfordzie na świętach, pokazujemy sobie tatuaże i opowiadamy, co nowego zrobiliśmy sobie na ciele. Nas to cieszy, fascynuje i w pewnym sensie łączy. Zarówno bycie ekstrawertykiem, miłość do tatuaży, miłość go gotowania i świetnej kuchni. Bartek prowadzi świetną restaurację w Oxfordzie. Szczerze polecam, jeśli się wybieracie w tym kierunku, dajcie mi znać na priv, to Was pokieruję :).

Martyna Chomacka i Bartek Chomacki - tatuaże
Mój brat Bartek i jego synek Noah, kiedy był jeszcze maluchem.  Bartek tutaj jeszcze z „czystą” szyją.

A nasza Mama?

No cóż, ona nienawidzi tatuaży. Nie znosi ich szczerze. Pamiętam, że gdy robiłam pierwszy w życiu i zadzwoniłam już ze studia, żeby ją poinformować, co się stanie, to kazała mi obiecać, że będzie to jakiś mały motylek na kilka centymetrów. Kilka godzin później skończyłam z Indianką i czerwoną pandą na większość nogi, biodro oraz kawałek tyłka i słysząc zawód w jej głosie, było mi strasznie. Z mamą mam bardzo bliski kontakt i jest ona najważniejszą osobą w moim życiu.

Nie cierpię sprawiać jej przykrości ani dostarczać powodów do smutku. Prawda jest jednak taka, że to jest moje ciało i byłam pewna, że finalnie pokryję je częściowo tatuażami. Mimo że niechętnie, to w końcu to zaakceptowała i jak się okazuje, świat się nie zawalił, ja wyszłam na ludzi, tak przynajmniej sądzę 😉 i tatuaże stały się w dużej mierze integralną częścią mnie samej. Mama kiedyś nawet przyznała, że po cichu oglądała portfolio Bartka Panasa i musi przyznać, że jest on świetny!

Nie zmienia to jednak faktu, że nadal w trakcie świąt Wielkanocnych albo Bożonarodzeniowych, kiedy siedzimy przy wspólnym stole i jakaś ciocia albo wujek mówią, że ja to jednak mam świetne te tatuaże, to moją mamę szlag trafia. Zawsze wtedy prosi o to, żeby milczeli, bo jeszcze bardziej mi się poprzewraca w głowie…

Kocham ją za to i za wszystko inne! Mamę mam najcudowniejszą na świecie!

Czy tatuaż to grzech?

Jeśli tak, to dla mnie nie ma już nadziei :D.

Czy warto się tatuować?

Tyle osób zadało mi to pytanie, że aż mnie wryło! Skoro pytacie o to jakąś dziewczynę z Instagrama lub z Facebooka, to znaczy, że nie powinniście się tatuować i nie jesteście gotowi na taki krok. Lub też, kieruje Wami niezdrowa motywacja. Kurczę, to jest Wasze ciało i musicie być świadomi, że tatuaż zostanie do końca życia.

Zanim go sobie zrobicie, pomyślcie, jaki macie typ pracy i czy przez to nie zamkniecie sobie różnych ścieżek. Niestety Polska jest specyficznym krajem i mimo że mentalność ludzi etapowo się zmienia, to ciągle jednak jesteśmy zamknięci i tatuaż bywa kojarzony negatywnie. Dlatego też nie powinien on być wykonywany pod wpływem impulsu, bo zwyczajnie możecie tego żałować.

Kolejnym pytaniem, jakie musimy sobie zadać, to, po co w ogóle to robimy? Tatuaż powinien nam dawać radość, być dla nas dekoracją, być ciekawym urozmaiceniem. Jest to kwestia bardzo intymna. Nie róbcie nigdy tatuaży, po to, by komuś coś udowodnić, by komuś zrobić na złość, by komuś zaimponować. Bo jest to głupie i dziecinne a finalnie za kilka lat może być drogą prosto do smutku, frustracji i żalu. Trochę głupio nie?

 

Martyna Chomacka - tatuaże
fot: Erill

Co oznaczają moje tatuaże?

Wszystkie są związane z podróżami. Pierwszy mój tatuaż, czyli Indianka trzymająca czerwoną pandę w dłoniach, odwołuje się do okresu mojego życia, kiedy mieszkałam w USA. Sporo wtedy podróżowałam po tym kraju, ale nigdy przedtem i już nigdy później, nie byłam tak szczęśliwa, jak podczas zejścia na dno Wielkiego Kanionu i spania tam. Dźwięk rzeki Kolorado, latające nad moją głową kondory, czerwono-pomarańczowe skały i spokój. Ogromna radość wewnętrzna!

Wiedziałam, że tamtą, konkretną podróż i tamto wspomnienie muszę utrwalić na swoim ciele w wyjątkowy sposób. W głowie miałam już pomysł, jak chcę, by to było pokazane. Dlatego też tak długo szukałam tatuatora, który by pokazał tę wizję dokładnie, tak, jak o tym marzę. WARTO BYŁO!

A to kilka wspomnień fotograficznych tamtego, magicznego czasu:

Martyna Chomacka
Tak wygląda miłość do Kanionów <3

Martyna Chomacka

Rękaw natomiast jest dość frywolnym zbitkiem fantazji Bartka Panasa i moich własnych, na temat podróżowania.

Jest tu piratka, która patrzy przez lunetę, wypatrując statku na horyzoncie. Znalazł się tu krab trzymający złote dukaty. Jest palma na samym łokciu, za którą w trakcie tatuowania chciałam zabić Bartka. Jest małpka, są tropiki, jest wielka papuga. Czyli wszystko to, co kocham… Kolory, radość, rośliny, kwiaty, podróże, tropiki, palmy i WOLNOŚĆ. Cała ja w jednym rękawie!

Martyna Chomacka
fot: Paulina Wierzgacz

Czarno białych kwiatów na moim kręgosłupie nie będę Wam tłumaczyć.

Jest to tatuaż, który odwołuje się do mojej mamy i babci. Dwóch najukochańszych kobiet w moim życiu. Resztę pozostawię sobie.

 

Ufff, dobrnęłam do końca tego wpisu! Aż nie mogę uwierzyć!

Świadomie nie wypisałam tatuatorów, których polecam we Wrocławiu, czy Warszawie, ponieważ jest to temat rzeka. Jeśli chcecie, to zrobię oddzielny post z podziałem na miasta, tłumacząc różne style każdego z artystów oraz odpowiem na dalsze pytania.

 

A teraz Was przytulam i lecę zrobić sobie herbatkę! Jeśli mało Wam moich przemyśleń, ZAPRASZAM TUTAJ!

 

MIŁEGO DNIA!

Zostań ze mną