Wulkan Bromo

Bromo, fot: Paweł Gluza - Outway Adventures

Mówiłam Jawa — myślałam BROMO i IJEN…

… no może jeszcze kawa, ale te wulkany były zdecydowanie na szczycie listy ‚must see’ w Indonezji.

Będąc w Polsce zrobiliśmy porządny reaserch i już wtedy wiedzieliśmy, że jako zwykli zjadacze chleba nie wjedziemy do Parku Narodowego Bromo bez przewodnika. Zdecydowaliśmy się zrobić to kompleksowo, znowu za pomocą Peramy. Wszystko się dobrze złożyło, ponieważ przy okazji ogarnęliśmy przewodników oraz transport z Yogyakarty pod wulkany a na koniec, dwa dni później, prom na Bali. Jeśli macie w planie z kimś współpracować w Indonezji, szczerze polecam Peramę, ponieważ mówią po angielsku, a to znaczne ułatwienie, oraz odpisują prawie na wszystkie maile, przez co odchodzi Wam stres organizacyjny na miejscu.

Wyśnione Bromo jak z bajki Disneya…

Bromo, fot: Paweł Gluza - Outway Adventures
Paweł wie jak uchwycić piękno…

Wstaliśmy w środku nocy i ruszyliśmy w stronę parku, by zdążyć jeszcze przed wschodem słońca, znaleźć odpowiedni spot na punkcie widokowym. Tak naprawdę to wycieczka obejmująca wulkan Bromo jest podzielona na dwie części. Najpierw oglądanie wulkanu z odległości w świetle wschodzącego słońca (naprawdę epickie doświadczenie) oraz spacer po krawędzi. Z punktu A do punktu B wiozą nas mega piękne jeepy.

Bałam się tego, że skoro jest to tak charakterystyczny punkt, to, że zastanę tam milion turystów, krzyk i wrzawę, ale wcale tak nie było. Faktycznie ludzi było sporo, ale można bez problemu znaleźć sobie w miarę intymne miejsce na zboczu góry i oglądać ten spektakl spokojnie. Z praktycznych informacji przypomnę tylko, że o wschodzie jesteśmy dość wysoko a przed wschodem słońca, nawet w Indonezji nad ranem, jest chłodno. Porządna bluza lub kurtka na pewno się przyda. Można sobie wynająć jakieś ubranie od przewodników, ale sądzę, że to zbędny wydatek. Jak tylko słońce wstanie od razu jest masakrycznie gorąco.

Bromo, fot: Paweł Gluza - Outway Adventures

 

Bromo, fot: Paweł Gluza - Outway Adventures
Jedziemy sobie pod krater…
Droga na Bromo
Po drodze poznajemy kochanego Kanadyjczyka. Szczerze nie pamiętam kiedy poznałam kogoś tak serdecznego jak ten człowiek. Odrazu się polubiliśmy i do końca naszej podroży po wulkanie trzymaliśmy się razem.
Bromo, fot: Paweł Gluza - Outway Adventure
Napis na koszulce to 100% prawdy i mojego motto życiowego – **STAY CURIOUS **

Mordor przy Kraterze

Samo wejście na wulkan nie jest niczym spektakularnym i trudnym, nawet osoby w podeszłym wieku spokojnie spacerkiem pokonywały tę drogę. Zdecydowanie najciekawsza chwila to moment, kiedy stanęłam na krawędzi Bromo. Wiecie, jak bardzo głośny jest wulkan?! SUPER GŁOŚNY! Mnie się od razu skojarzył z Mordorem. Kurczę było w tym coś mrożącego krew w żyłach. Taka świadomość, że zrobię jeden niewłaściwy krok i czeka mnie śmierć na miejscu, ponieważ tu nie ma krzaków ani nic co by Ci pomogło wyhamować biedny człowieku. Wpadasz i koniec, jest po Tobie. W sumie to nawet się przydarzyło podobno jednemu Francuzowi, który pijany poszedł zwiedzać Bromo. Ewidentnie nienajlepszy pomysł…

Widziałam wcześniej wulkany np. na Islandii, ale nigdy nie stałam na krawędzi, tak blisko, tak aktywnego wulkanu. Średnica krateru to dziura o rozpiętości 700 metrów, z której ciągle wydostaje się dym i mega głośny szum. Jest on także niesamowicie aktywny. Ostatnia erupcja była w 2015 roku. Tak więc jest czego się bać.

Z pewnością Bromo w swojej surowości i kosmicznie rzeźbiarskim formacjom pejzażu to punkt, który trzeba odwiedzić, przylatując na Indonezję. Spójrzcie tylko na te zdjęcia. Czy Was one nie inspirują?

Bromo
Droga na krater
Bromo, na krawędzi, foto: Paweł Gluza
Zjawiskowo kosmiczny pejzaż. Mi się ten widok kojarzył z księżycem…
Bromo, na krawędzi, foto: Paweł Gluza
Posiadanie maski nie jest tu obowiązkowe jak na Ijen, ale na pewno się przydaje.
Bromo, na krawędzi, foto: Paweł Gluza
Życie na krawędzi.

Paweł w akcji

Krater Bromo
Nie chcesz tam wpaść…

portret na Bromo, fot: Paweł Gluza - Outway Adventures

Paweł na kraterze
Jak widać zbyt wiele miejsca na spacer nie ma. Najbardziej się bałam wymijania na ‚szlaku’!

Później przyszedł czas na śniadanie, odpoczynek i zmycie z siebie pyłu.

hotel pod Bromo
Śniadanie w hotelowym ogródku. Nocleg bookowaliśmy w ostatniej chwili a naprawdę wyszedł super.
Paweł
Uwielbiam radość w oczach po tak niesamowitych spacerach, kiedy realizujemy coś, o czym długo marzyliśmy.

Selfie po spełnionym marzeniu

Zapraszam do reszty Indonezyjskich i podróżniczych postów.

Zostań ze mną